Kościół
Nie przepadam za książkami o tym, co dzieje się po drugiej stronie i uważam, że „przeżycia osób bliskich śmierci” niewiele mają wspólnego z tym, co rzeczywiście będzie się z nami działo po śmierci. A powodem wcale nie jest to, że część z opisów jest sprzecznych z wiarą katolicką (choć tak właśnie jest), ale przede wszystkim świadomość, że jeśli ktoś żyje to nie umarł, a jeśli nie umarł, to nie przekroczył brak śmierci, czyli niewiele lub zgoła nic nie ma do powiedzenia o tym, jak wygląda „życie po życiu”. Zastrzeżenia te, choć odnoszą się także do książki „Chłopiec, który wrócił z Nieba” Kevina i Alexa Malarkey, nie przeszkodziły mi jednak w jej pochłonięciu, a także w uznaniu, że warto, by przeczytali ją także inni. Wbrew tytułowi bowiem wcale nie jest to tylko opowieść o „życiu po życiu” (tej jest w książce niewiele), a przede wszystkim opowieść o tym, jak Niebo weszło – poprzez dramatyczny wypadek – w życie pewnej amerykańskiej rodziny.