Rodzina
Może „otworzyła” nie jest tu najlepszym określeniem. Było to raczej tak, że na chwilę błysnęło coś spomiędzy sklejonych powiek i nagle te powieki szeroko się rozwarły. Oczy patrzyły przed siebie. Było to spojrzenie oszołomione, dzikie, całkowicie zanurzone jeszcze w nierozumnej pierwotności, nieobecne, a zarazem niesłychanie intensywne. Nigdy go nie zapomnę. W tym momencie przyrzekłem sobie — i przez te lata dotrzymałem danego sobie słowa — że jeśli kiedykolwiek się zdenerwuję czy będę czuł niepokój z powodu jej złych stopni w szkole lub czegoś podobnego, przypomnę sobie ten wzrok. Będę sobie przypominał, że moje dziecko przede wszystkim nie należy do mnie ani do mojej żony, nie ma realizować naszych planów i spełniać marzeń ani nawet żyć zgodnie z wyznawaną przez nas etyką, lecz należy do siebie i tajemnicy świata, dzięki której się pojawiło.