Terlikowski: Aborcyjna propaganda, czyli zabić zamiast leczyć
Proaborcyjni dziennikarze (także z Polski) czy politycy już nie mają wątpliwości, że powodem śmierci jest to, że lekarze „odmówili kobiecie aborcji”, bo znajdują się w „katolickim kraju”, a dziecko usunęli z jej organizmu dopiero po jego śmierci (gdy przestało mu bić serce). Kilka dni później kobieta zmarła. I oczywiście winne jest „restrykcyjne prawo”, a nie przypadek czy – tego też nie można wykluczyć – błąd lekarzy. Nie mamy wiedzy o tym przypadku, nie mamy informacji jakimi kryteriami i danymi posługiwali się lekarze. Wiemy tylko tyle, ile mówi mąż kobiety i politycy lewicy. A to zdecydowanie za mało, czego doskonałym przykładem jest ostatni wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w polskiej sprawie, w której też oskarżono lekarzy, że powodem śmierci kobiety był brak aborcji. I nawet proaborcyjni zazwyczaj sędziowie trybunału musieli przyznać, że brak na to dowodów. Podobnie może być i w tym przypadku.