Marta Brzezińska: Kościół potępia kobiety, które zdecydowały się na aborcję dziecka poczętego w wyniku gwałtu?

 

Marcin Radomski OFM Cap: Absolutnie nie! Wręcz przeciwnie! Kościół otacza takie kobiety największą troską! Jest wiele instytucji kościelnych, które zajmują się pomaganiem ofiarom gwałtu.

 

Poseł Artur Górski powiedział wczoraj, że zapis prawny, pozwalający na aborcję, jeśli do ciąży doszło w wyniku gwałtu to niemoralna i ze wszech miar szkodliwa furtka, którą należy zlikwidować, czym wywował ogromną burzę. Jak bronić życia poczętego w takich okolicznościach, aby uniknąć zarzucania nam przez zwolenników aborcji, że zmuszamy kobiety do noszenia przez 9. miesięcy niechcianego dziecka, czym skazujemy je na kolejną traumę?

 

Po piersze trzeba mieć na uwadze to, że dla zgwałconej kobiety jest to niezwykle trudne doświadczenie. Bez dwóch zdań. Ale dlaczego rozwiązywać ten problem poprzez aborcję, czyli tak naprawdę wkładanie na kobietę kolejnego trudnego ciężaru? W tej dyskusji warto całkowicie wyjść poza przestrzeń zarówno religijną, jak i przestrzeń wiary i skupić się na rzeczywistości tylko i wyłącznie związanej z kobietą. Błędem jest spychanie tej dyskusji w ramy światopoglądowe, albo co więcej, ramy religijne. To nie jest kwestia związana ani z religią, ani jakimś światopoglądem! Mowa o czysto ludzkim doświadczeniu kobiety, która jest zgwałcona. Pytanie, co z nią zrobić.

 

Co zatem, według Brata?

 

Po pierwsze – aborcja nie jest żadną terapią dla kobiety, która wymazywałaby z jej pamięci traumatyczne doświadczenie gwałtu. Aborcja w niczym jej nie pomoże. Po drugie, warto skupić swoją uwagę na tym, nie zapominając oczywiście o kobiecie, że dziecko nie może być uważane jako winne za przestępstwo. Zwolennicy aborcji w takim przypadku chcą usunąć dziecko, jak usuwa się problem. A dziecko nie jest problemem! W całej tej dyskusji związanej z aborcją dziecka z gwałtu nie pojawia się w ogóle postać gwałciciela! A może tak warto by się zastanowić, co zrobić, aby 1. ograniczyć gwałty; 2. zwiększyć wykrywalność przestępstw związanych z gwałtami; 3. wprowadzić konkretne kary dla gwałcicieli, które spowodują ograniczenie tego procederu w przyszłości? My cały czas skupiamy się na kobiecie i na dziecku. A gdzie jest główny sprawca przestępstwa w tej dyskusji? Nie ma! Dlaczego nikt nie mówi o zaostrzeniu prawa dla gwałcicieli? Dlaczego nikt nie mówi o zwiększeniu nakładów finansowych dla policji, która postarałaby się o większą wykrywalność przestępców? Dlaczego nie mówi się o zapobieganiu przestępstw? Dlaczego nie mówi się o sytuacjach, które pewne osoby popychają do popełnienia gwałtu. Dlaczego nie mówi się o związanej z przemocą seksualną pornografii? Wspomnę tu o Tedym Bandy'm, który godzinę przed wykonaniem wyroku (kara śmierci za kilkadziesiąt gwałtów i morderstw, jakich się dopuścił) otwarcie przyznał, że przez wiele lat karmił się różnego rodzaju formami pornografii. Był przekonany, że to właśnie to doprowadziło go do takiego stanu, w którym potrzebował coraz większych bodźców, a to z kolei popchnęło go do gwałtów. Dlaczego się o tym nie mówi?!

 

Dużo łatwiej jest jednorazowo wyłożyć pieniądze na aborcję (która, nie łudźmy się, dziś nie jest taka droga) niż: 1. objąć długofalową opieką kobiety i ich dzieci; 2. doprowadzić do takich zmian w prawie, by skuteczniej karać gwałcicieli.

 

Dlatego my musimy o tym przypominać! I Zwracać uwagę na drugą stronę problemu.

 

Powiedział Brat, że aborcja nie wyleczy kobiety z traumy gwałtu, ale – wejdę trochę w skórę naszych oponentów – po usunięciu ciąży kobieta nie będzie musiała przez 9. miesięcy nosić w swoim łonie dziecka gwałciciela, a potem wychowywać go i patrząc na nie każdego dnia przypominać sobie o tym, co przeżyła. Przyjmując logikę zwolenników aborcji, to jest w jakiś sposób rozwiązanie problemu.

 

Powiedz mi Marta, czy słyszałaś kiedyś, by zwolennicy aborcji z taką troską zapatrzeni w zgwałconą kobietę, powiedzili: „Zróbmy coś, żeby tej kobiecie pomóc, zająć się nią po gwałcie, żeby ona mogła normalnie zafunkcjonować. Zróbmy coś!”? Ja nigdy tego nie słyszałem! Za to ciągle trąbi się o tym, że ma ona prawo do aborcji. Nie słyszałem, by ktokolwiek z „obrońców zgwałconych kobiet” mówił o stworzeniu jakiegoś ośrodka pomocy dla ofiar gwałtu, gdzie będą mogły przechodzić jakąś terapię. Zobacz, że ja nie mówię o kwestiach związanych z wiarą, ale o pomocy czysto psychologicznej! Nie mówi się o tym. Od razu proponuje się aborcję. Kobieta, która pada ofiarą gwałtu, naszpikowana taki hasłami, że skoro doszło do przestępstwa, to jest wyjście – aborcja, co pomyśli w pierwszej kolejności? „Aborcja. To uleczy moją sytuację”. Bzdura kompletna! A przecież ona w ogóle nie musi wychowywać tego dziecka. Dlaczego nikt nie mówi o tylu miejscach, w których są okna życia, gdzie kobieta może zostawić dziecko...

 

...tak, ale po tych 9. miesiącach dużo trudniej jest oddać dziecko...

 

A widzisz! Bardzo dobrze, że to powiedziałaś! Dlaczego jest trudniej zostawić dziecko? Bo co się wydarzyło? Nagle kobieta zapomniała o tym, że to dziecko z gwałtu? Nie! Zaczęła się w niej odzywać kobieta! Zaczęła normalnie myśleć! To przestało być myślenie na bazie traumy, trudnego doświadczenia, ale myślenie kobiety, która przez 9. miesięcy dojrzewa do tego, że to, co nosi pod swoim sercem, jest życiem. Bez względu na to, czy to życie z gwałtu, czy nie, to jest to niewinne życie. I ma prawo do tego, aby się urodzić.

 

To jeszcze na koniec zapytam Brata trochę przewrotnie – cytując niemal dosłownie komentarze niektórych czytelników Fronda.pl – czy w takim razie gwałt to błogosławieństwo dla kobiety? Po wczorajszym zamieszaniu w związku z wypowiedzią posła Górskiego pojawiły się takie wypowiedzi, że obrońcy życia poczętego uważają gwałt za dobro wyrządzone kobiecie. Myślę, że to dlatego, że wypowiedzi posła Górskiego pojawiło się stwierdzenie, iż dzieci z gwałtu, stają się później dla kobiet „wielką radością, skarbem”.

 

Ale kto uważa gwałt za dobro kobiety? Jeżeli już, to chyba zwolennicy aborcji. Jeszcze raz powtórzę – nie słyszałem, żeby zwolennicy aborcji po gwałcie, chcieli zająć się gwałtem jako przestępstwem. Dla nich nie ma rozróżnienia: aborcja z gwałtu, aborcja z czegoś innego, aborcja bo... Co to jest w ogóle za język? Gdyby im naprawdę chodziło o dobro kobiety, to zajęliby się przeciwdziałaniem gwałtom, a nie domaganiem się aborcji. Jak może być gwałt dobrem kobiety? Na pewno nikt ze zwolenników tego, aby dzieci poczęte w wyniku gwałtu się rodziły, nie powiedział i nigdy nie powie, że gwałt jest czymś dobrym! To absurd! Dlatego świadomie mówiłem wcześniej o tym, żeby patrzeć na problem kompleksowo. Spójrz na taki łańcuch: kobieta – gwałciciel – dziecko. Kto tu najbardziej cierpi w wyniku aborcji?

 

To chyba oczywiste.

 

Dziecko, które jest całkowicie niewinne. Kto tu mówi o jakimś dobru? Ja nie mówię o wymiarze wiary, ale o czysto ludzkim wymiarze. Niech taka kobieta zastanowi się, czy ona w ogóle jeszcze funkcjonuje jako człowiek, czy jeszcze ma myślenie ludzkie. Na czym polega istota ludzka? Na tym, że chroni życie i robi wszystko, aby przedłużyć swój gatunek. To są podstawowe funkcje życiowe! Przedłużyć życie i zachować życie. A zwolennicy aborcji zachowują się tak, jak ludzie w głębokiej depresji. Co się dzieje z takim człowiekiem w depresji? Umiera w nim wola walki o życie. Zwolennicy aborcji chcą niszczyć życie. Dla nich to zagrożenie. Może niech oni wszyscy pójdą się leczyć, bo mają depresję?

 

Rozmawiała Marta Brzezińska 


Przeczytaj także: 

 

Rozmowa Fronda.pl z posłem Arturem Górskim

 

Komentarz Joanny Potockiej 

 

Wypowiedź ks. prof. Piotra Kieniewicza na temat poczęcia w wyniku gwałtu