Według ustaleń, przywoływanych w źródłach, kluczowa dla światowej gospodarki cieśnina Ormuz pozostaje faktycznie zablokowana. „Przed wybuchem wojny przepływało przez nią dziennie 120–140 statków, a obecnie liczba przepływających jednostek nie przekracza kilku dziennie” – podkreślono.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że w rejonie Zatoki Perskiej utknęły setki jednostek. Jak informuje emiracki magazyn „Gulf News”, „w Zatoce Perskiej znajduje się ponad 600 statków, w tym 325 tankowców, które nie mogą opuścić regionu”. Armatorzy wstrzymują kolejne rejsy, obawiając się zagrożeń, w tym potencjalnych min morskich.
Jednocześnie konflikt nie wygasa na innych odcinkach. W Libanie trwa intensywna wymiana ognia. Prezydent tego kraju Joseph Aoun poinformował, że w wyniku izraelskiego ataku na budynek rządowy w Nabatie zginęło 13 funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. W ostrych słowach potępił działania militarne, wskazując, że „ataki na instytucje państwowe nie powstrzymają Libanu przed obroną swojej suwerenności”.
Eksperci nie mają złudzeń co do charakteru obecnej sytuacji. Cytowany w źródłach analityk programu Carnegie Middle East Program ocenił, że obecny rozejm to jedynie „pauza operacyjna przed możliwym wznowieniem walk”.
Dodatkowym źródłem napięcia są rozbieżne interpretacje samego porozumienia. Iran uznaje działania wojenne w Libanie za jego naruszenie, podczas gdy Stany Zjednoczone i Izrael twierdzą, że ten obszar nie został objęty ustaleniami. W efekcie Teheran – mimo wcześniejszych deklaracji – ponownie zamknął cieśninę Ormuz, wprowadzając przy tym dodatkowe ograniczenia i kontrolę przepływu statków.
Równolegle trwają przygotowania do kolejnej rundy negocjacji. Rozmowy mają odbyć się w Islamabadzie, a ich stawką będzie nie tylko otwarcie strategicznych szlaków handlowych, ale także przyszłość całego regionu. Jak wskazano, strony przystępują do nich z „rozbieżnymi stanowiskami” – od żądań wycofania wojsk USA i zniesienia sankcji po postulaty ograniczenia irańskiego programu nuklearnego i wsparcia dla ugrupowań zbrojnych.
W praktyce oznacza to, że mimo formalnego rozejmu Bliski Wschód wciąż pozostaje obszarem wysokiego ryzyka, a każdy kolejny dzień może przynieść eskalację zamiast oczekiwanego uspokojenia.
