Historia opowiedziana w tym filmie zaskakuje prostotą. W niewielkim miasteczku pracuje kilku policjantów. W życiu jednego z nich pewnego dnia zachodzi dramatyczna zmiana, ginie jego młodsza córka. A on sam dokonuje całkowitego przewartościowania swojego dotychczasowego życia i zaraża tym pomysłem najbliższych przyjaciół, którzy razem z nim stają się prawdziwymi bohaterami.
O co chodzi? O odkrycie własnego ojcostwa, zmierzenie się w męskością, ale także powrót do Boga. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że film nakręcili ewangelikalni chrześcijanie. Ich teologia przebija z każdego niemal dialogu, podobnie jak widać w tych rozmowach i scenach próbę mocnego uświadamianie mężczyznom, jaki jest nasz cel w życiu, i jak powinniśmy układać swoje relacje z żoną, dziećmi, przyjaciółmi.
Ale nie obawiajcie się, to nie jest tylko film szkoleniowy na kursy przedmałżeńskie czy ewangelizacyjne, ale kawałek dobrego kina, które przywraca wiarę w ludzi, pokazuje, że można nakręcić film, w którym dobro zwycięża, a zło zostaje ukarane. Słowem przypomina, że kino powinno dawać nadzieję. „Bohaterowie” ją dają.
Tomasz P. Terlikowski
