Pospieszalski: Adwent mojego dzieciństwa
- Czekaliśmy wszyscy w domu na roraty. To nie było tylko chodzenie na Mszę świętą,ale pewien rytuał. Pamiętam, że dla nas jako dzieci to był duży wysiłek wstawać na godz. 6.00 gdy do szkoły się szło na 8.00. Jak się wstawało było ciemno, skrzypienie śniegu pod nogami, mróz... to wrasta we wspomnienia. W kościele rano zimno i obowiązkowa pieśń „Archanioł Boży Gabriel”. Nie mieliśmy lampionów z tektury, chodziliśmy z gromnicami I-szo komunijnymi albo ze świecą roratnią, którą dostało się od mamy. Do dziś pamiętam po dwie zwrotki z wtedy śpiewanych pieśni: „Niebiosa rosę spuście nam z góry”, „Spuście nam na ziemskie niwy” czy „Oto Pan Bóg przyjdzie”, którą dziś odkrywam na nowo.