„Chcieliśmy mieć z Allenem dużą rodzinę, więc byliśmy podekscytowani, gdy odkryliśmy, że znów jestem w ciąży”- mówi w „Daily Mail” Marie. Po kilku tygodniach okazało się, że jej dziecko cierpi za Zespół Downa. Marie podkreśla, że aborcja nie przeszła jej przez myśl. Jednak była przerażona sytuacją. „Pierwszą myślą było: jak sobie z tym poradzimy a nie, że nie możemy mieć tego dziecka”- mówi Marie.
Wszystko zmieniło się, gdy małżeństwo udało się na konsultacje do szpitala, dzień po tym jak dowiedzieli się o stanie zdrowia ich córeczki. Byli zszokowani, gdy pielęgniarka i lekarz stwierdzili, że aborcja jest jedyną możliwością. Personel przekonywał nawet, że brak aborcji jest okrucieństwem w stosunku do dziecka. „ Pielęgniarka powiedziała, że jeżeli nie abortujemy naszego dziecka to będzie ono cierpieć i będzie obciążeniem dla społeczeństwa”- mówi Marie i dodaje, że pielęgniarka przekonywała ją, że 99% kobiet abortuje takie dzieci.
Para w końcu zdecydowała się zabić swoje dziecko nienarodzone. Marie łyknęła tego samego dnia tabletki, które rozpoczęły procedurę aborcyjną. „Byłam w szoku i działałam jak na autopilocie”- opowiada dziś. Trzy dni później Marie urodziła martwą dziewczynkę. Od tej pory już nic nie było takie samo. „Była taka mała, ale również taka perfekcyjna”- opowiada kobieta. Właśnie wtedy zdała sobie sprawę co zrobiła. „ Nie mogłam przestać płakać. Byłam załamana. Wiedziałam , że chce urodzić dziecko i dałam się przekonać personelowi w szpitalu”-opowiada.
„Przed aborcją byliśmy szczęśliwą parą. Później ledwo ze sobą rozmawialiśmy”- mówi Marie. Po jakimś czasie małżeństwo się rozpadło, mimo tego, że zdecydowali się oni na jeszcze jedno dziecko. Dziś Marie mówi, że aby zrozumieć jej sytuację trzeba było zmierzyć się z lekarzami i dzieckiem z Zespołem Downa. „Dziś nie widuję już kobiet z dziećmi z Zespołem Downa. Chyba inne kobiety również mają aborcję, których nie chcą. Nie może sobie wyobrazić osoby, która chce z własnej woli dokonać aborcji na dziecku z Downem”- mówi Marie.
Ł.A/Daily Mail

