Pani doktor swoją pracę doktorską zatytułowała: "Krzywda istnienia". Jest on bardzo znamienny.  „W pracy tej starałam się  odpowiedzieć na pytanie, czy w erze nowoczesnej diagnostyki prenatalnej i preimplantacyjnej, skutecznych i bezpiecznych metod kontroli płodności oraz wspomaganej prokreacji jest coś moralnie nagannego w świadomym powołaniu do istnienia dziecka obarczonego poważnym upośledzeniem bądź chorobą o podłoży genetycznym. Czy rodzice, którzy mają dostęp do zdobyczy współczesnej medycyny i świadomie dokonują takiego wyboru, wyrządzają dziecku krzywdę? Czy życie w ogóle może być traktowane w kategoriach krzywdy?”- pyta się pani filozof, socjolog, prawnik i bioetyk. I odpowiada na nie szybko. „Pytania te wielu osobom mogą się wydać niedorzeczne. Przez tysiąclecia przekazywanie życia było traktowane jako coś oczywistego i nieproblematycznego. W Polsce do dziś dominuje takie myślenie. Uznaje się, ze życie zawsze jest błogosławieństwem bez względu na to, z jakim wielkim cierpieniem i jakimi ograniczeniami się wiąże. Nie zgadzam się z tak kategorycznym poglądem. Uważam, że są sytuacje w których obdarzenie kogoś istnieniem może być uznane za czyn moralnie nieodpowiedzialny, a nawet naganny”.


Pani doktor powraca swoim pytaniem do eugenicznych przesądów, które mówiły, że społeczeństwo ma prawo decydować jakie jednostki mogą a jakie nie mają prawa się urodzić. Wiemy do czego doprowadziła eugenika i jak fascynowała elity intelektualne zachodu, które w przeciwieństwie do plebsu dorosły do prawa do egzystencji. Dopiero nazistowskie eksperymenty naukowe, przez lata wspierane przez Amerykanów i resztę „cywilizowanego świata”, pokazały czym w rzeczywistości była eugenika. Jednak jej główne założenia przetrwały dziś w ideologii aborcyjnej ( polskie prawo aborcyjne jest eugeniczne) i eutanazji (czym innym jest ona jeżeli nie zabijaniem słabszych jednostek?). Pani doktor uważa, że czasami obdarzanie ludzi istnieniem jest moralnie naganne. Nie wiem jednak w jaki sposób pani doktor chciałaby powstrzymać ludzi przed „obdarzaniem innych istnieniem”. Czy państwo ma kastrować opóźnionych w rozwoju, alkoholików, przestępców czy w końcu osoby o niższym IQ bądź gorszym wykształceniu niż pani doktor? Nie podejrzewam, że osoba tak znakomicie wykształcona, będąca na dodatek po bioetyce w Nowym Jorku, nie zdaje sobie sprawy, że z „obdarzeniem kogoś istnieniem” mamy do czynienia w pierwszych sekundach po połączeniu się komórek rozrodczych. No chyba, że wzorem różnych nieuków pani doktor uważa, iż życie powstaje dopiero w trzecim miesiącu od zapłodnienia albo w momencie narodzin. Jednak nie podejrzewam pani doktor o taką ignorancję.  Choć następny fragment wywiadu przyprawia mnie o ciarki na plecach.


Potrafimy dziś utrzymać przy życiu skrajnie niedojrzałe wcześniaki. (...) Wiele z tych, które udało się uratować, ma poważne problemy oddechowe, neurologiczne, problemy ze słuchem i wzrokiem. To zaś rodzi fundamentalne pytania moralne: czy zawsze powinniśmy wdrażać agresywne leczenie i walczyć o życie tak skrajnie niedojrzałych wcześniaków?”- pyta pani doktor po socjologii, filozofii, prawie i bioetyce.  Otóż odpowiedź na to fundamentalne pytanie moralne brzmi tak: Mamy obowiązek walczyć o każde ludzkie życie. Zarówno niedojrzałego wcześniaka, jak i niedojrzałego umysłowo nieszczęśliwca, niedojrzałą moralnie osobę z doktoratem jak i panią doktor jeżeli, nie daj Bóg, doświadczyłaby wypadku i miała nieodwracalne problemy oddechowe, neurologiczne, problemy ze słuchem i wzrokiem. Tym właśnie różnimy się od zwierząt i barbarzyńców. Ratujemy życie ludzkie za wszelką cenę. Zapraszamy do naszego klubu, który założył biedak z Nazaretu. My dbamy nie tylko o zdrowych i wykształconych z wielkim miast, ale o całą resztę ludzi, którzy mają swoją godność i prawo do życia.

 

Łukasz Adamski