Rodzina
„W święto Świętych Młodzianków, upamiętniające biblijną rzeź betlejemskich dzieci z rozkazu króla Heroda, pokazano proces lekarza oskarżonego o dokonanie nielegalnej aborcji. Aborcji dokonała młoda kobieta, udręczona wysiłkiem związanym z wychowywaniem piątki dzieci i nie wyobrażająca sobie, by do tego grona dołączyło szóste, borykająca się z problemami finansowymi, mająca pretensje do męża o to, że jej życie to tylko gary i pieluchy. To nastawienie akurat można zrozumieć. Ale przeciwstawiono jej męża - bezdusznego "dziecioroba", który uważał (akurat słusznie), że aborcja to morderstwo, ale przed sądem mówił tępo, że żona urodzi mu tyle dzieci, ile on będzie chciał. Czy taki facet mógł wzbudzić zaufanie, a w związku z tym - czy mogło brzmieć wiarygodnie to, co on mówił na temat aborcji?”- pisze Jaromir Kwiatkowski na portalu wPolityce.pl. Bloger dodaje, że oburzająca była końcowa mowa serialowego prokuratora, który w mowie końcowej stwierdził, że nie jest zadaniem sądu oceniać obowiązu