„W święto Świętych Młodzianków, upamiętniające biblijną rzeź betlejemskich dzieci z rozkazu króla Heroda, pokazano proces lekarza oskarżonego o dokonanie nielegalnej aborcji. Aborcji dokonała młoda kobieta, udręczona wysiłkiem związanym z wychowywaniem piątki dzieci i nie wyobrażająca sobie, by do tego grona dołączyło szóste, borykająca się z problemami finansowymi, mająca pretensje do męża o to, że jej życie to tylko gary i pieluchy. To nastawienie akurat można zrozumieć. Ale przeciwstawiono jej męża - bezdusznego "dziecioroba", który uważał (akurat słusznie), że aborcja to morderstwo, ale przed sądem mówił tępo, że żona urodzi mu tyle dzieci, ile on będzie chciał. Czy taki facet mógł wzbudzić zaufanie, a w związku z tym - czy mogło brzmieć wiarygodnie to, co on mówił na temat aborcji?”- pisze Jaromir Kwiatkowski na portalu wPolityce.pl. Bloger dodaje, że oburzająca była końcowa mowa serialowego prokuratora, który w mowie końcowej stwierdził, że nie jest zadaniem sądu oceniać obowiązujące w Polsce restrykcyjne prawo aborcyjne i dopóki ono obowiązuje, zadaniem wymiaru sprawiedliwości jest egzekwowanie jego przestrzegania.


Do tej pory w polskich serialach nie mieliśmy do czynienia ze zbyt nachalną proaborcyjną propagandą. Nawet tvn-owski hit „Na wspólnej” zakończyła jeden z wątków przesłaniem pro-life. Niewykluczone jednak, że ten trend będzie się w Polsce zmieniał. Wiele stacji telewizyjnych na całym świecie ma problemy finansowe a czasach kryzysu bloki reklamowe między filmami nie wydłużają się. Jednym z popularnych sposobów finansowania telewizji jest więc product placement, który polega na dyskretnym pokazywaniu w danych scenach pewnych produktów, które widz później kupi. Amerykanie robią to ze smakiem i wyczuciem. W Polsce ten sposób reklamy był zwykle nachalny i prostacki. Przypomnijmy sobie choćby „Demony Wojny wg Goi” ze nieuzasadnionymi scenariuszowo zbliżeniami na markę piwa.  Również w przypadku pro- unijnej propagandy polskie seriale przechodziły same siebie w prymitywnej łopatologii. Znając zamożność międzynarodowych providerów aborcji  trudno nie podejrzewać ich o stosowanie metod zarezerwowanych do tej pory dla producentów określonej marki bielizny. Sprzedawanie idei jest równie ważne jak sprzedawania gotowego produktu. Na dodatek zamożna aborcyjna międzynarodówka nie powinna mieć problemów z przekupieniem celebrytów i ludzi sztuki, którzy i tak w większości przypadków mają lewicowego poglądy. Można się więc obawiać, że proaborcyjna, pro eutanazyjna propaganda zagości na ekranach naszych telewizorów nawet w serialach dla „moherów”. Trudno już nie zauważyć promocji wolnego seksu, zdrad małżeńskich, wolnych związków w serialach dla „młodych, wykształconych z wielkich miast”. W końcu to w tych popocornowych produktach geje są wyłącznie sympatycznymi przyjaciółmi kobiet.

 

Łukasz Adamski