Lekarze z Salt Lake City dawali jej 30 proc. szans na przeżycie 2 lat. Na dodatek stwierdzili, że leczenie spowoduje u niej bezpłodność. Jej matka, Diana Phillips powiedziała, że to wzburzyło dziewczynę. W tym czasie guz zaczął się zmniejszać. Dziewczyna zaszła jednak w ciążę. Onkolog stwierdził, że albo dojdzie do aborcji i kontynuacji leczenia, albo zostanie ono wstrzymane i guzy mogą znowu zacząć rosnąć. Dziewczyna nigdy nie uznawała aborcji i bała się tak naprawdę o zdrowie dziecka. Amerykanka urodziła dziecko dzień przed 18 urodzinami.


„Zrobiłam, co do mnie należało. Teraz moje dziecko będzie bezpieczne”- powiedziała pielęgniarce. Dwa tygodnie po tych słowach Jenni zmarła. W ostatnich dniach życia rak spowodował u niej ślepotę. Mimo tego poprosiła ona by położyć dziecko obok niej. „ Można powiedzieć, że widzę to dziecko” - powiedziała. Matka dziewczyny wytatuowała na swoim ciele imię córki i biblijny skrót „John 15:13”, który mówi: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy kto życie oddaje za przyjaciół swoich“. Dziecko Jenny zostanie wychowane przez jego ojca 19-letniego Nathana Wittmana, którego wspomagać będą dziadkowie. „Widok młodej kobiety, która poświęca swoje życie dla dziecka jest bardzo inspirujący” - napisał Thomas McKenna z St. Gianna Physician Guild. Organizacja nosi imię Gianny Beretty Molli, która zmarła w 1962 roku po tym jak odmówiła aborcji by móc uratować swoje życie. Została kanonizowana przez Jana Pawła II w 2004 roku.


Ł.A/LSN