M. Kamiński: Ja bym Piszczka nie powoływał
Pańskim zdaniem to uzasadnienie wprowadzenia kuratora [do PZPN] miałoby się do czego odwoływać? Do przegranej w Euro?
Kategoria
Sekcja: Wiadomości
Pańskim zdaniem to uzasadnienie wprowadzenia kuratora [do PZPN] miałoby się do czego odwoływać? Do przegranej w Euro?
W styczniu Bartosz Węglarczyk gościł w „Dzień Dobry TVN”, gdzie „popisał się” niewybrednym żartem na temat Ukrainek. W programie toczyła się dyskusja na temat pomocy domowych i dziennikarz rzucił, że Ukrainki są „robotami sprzątającymi domy”. Węglarczyk być może wcale nie zdawałby sobie sprawy z gafy, jaką popełnił, gdyby nie fakt, że po jego "żarciku" zawrzało w sieci. Prezenter szybko przeprosił za swoją wypowiedź na profilu na Facebooku. - Wyszło idiotyczne, z mojej winy, zamieszenie z Ukrainkami (dziś w DDTVN). W ogóle mi nie chodziło o obrażanie ich, lecz o to, że są źle przez bardzo wielu pracodawców traktowane. Ale powiedziałem, jak powiedziałem, rozumiem, że można było to zrozumieć inaczej, więc wszystkich bardzo, bardzo przepraszam. Nie takie intencje, za szybki język – napisał.
Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji (MAC) forsuje projekt zmian w ustawie o zbiórkach publicznych w kierunku objęcia terminem "zbiórki publicznej" także przekazów pieniężnych SMS-em lub przez internet, co automatycznie wiąże się z koniecznością uzyskania przez organizatora zbiórki pozwolenia resortu na taką akcję. A minister może odmówić zgody na zbiórkę, jak stało się w głośnej sprawie geotermii toruńskiej. Ustawa w aktualnej wersji, jedna z najstarszych w Polsce, bo pochodząca z 1933 r. (później wielokrotnie zmieniana), nie przewiduje zbiórek publicznych drogą elektroniczną czy SMS-ową. Dzięki tej luce w prawie organizowanie zbiórek pieniędzy przez internet na rozmaite cele w wielu wypadkach uchodzi organizatorom płazem. Brak literalnego poddania tego obszaru kontroli administracji państwowej spowodowało żywiołowy rozwój crowdfundingu. Dzięki finansowemu wsparciu społeczności internetowej funkcjonuje wiele cennych inicjatyw. Tą drogą zbierane są fundusze na niezależne filmy, ksią
- Wszczęto sprawę karną z artykułu o zniesławienie prezydenta. Przed chwilą pojechał do niego adwokat - mówi Orechwo. Według nieoficjalnych informacji Poczobut odmówił składania wyjaśnień i dlatego został przewieziony do grodzieńskiego więzienia. Radio Swaboda informuje , że powodem do oskarżeń stały się artykuły Poczobuta na białoruskich portalach interentowych "Karta-97„ i ”Biełaruski Partyzan" . Prawie rok temu sąd w Grodnie skazał Poczobuta na 3 lata więzienia w zawieszeniu na okres 2 lat również w związku z zarzutami o zniesławienie prezydenta.
Wykaz znaleziony przez prof. Lebiediewą to „Księgi ewidencji osób odkonwojowanych w latach 1939–1940 przez konwoje specjalne 15. brygady wojsk konwojowych NKWD ZSRR (stacjonującej w Białoruskiej SRR)”.
Prokuratura wkroczyła na teren archiwum polskiego MSZ, aby odnaleźć tam ewentual-ne ślady zniszczenia osobistych rzeczy (w tym obrączki ślubnej) Tomasza Merty – wicemini-stra kultury, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem w 2010 r. Śladów nie znaleziono, ale samej obrączki nadal nie ma. Wiadomo, że trafiła do Polski pocztą dyplomatyczną z Rosji. Śledztwo w tej sprawie trwa. Komentarza ministra na pewno się nie doczekamy. A jeśli już – to kpiarskiego.
- Warunkiem przestępstwa jest wywołanie u danej osoby obawy spełnienia groźby - powiedział Dariusz Ślepokura, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Kuźniecou powiedział Polskiemu Radiu, że wie o co najmniej 8 miejscach na terenie obecnego Mińska i okolic, gdzie rozstrzeliwano "wrogów władzy radzieckiej". Jego zdaniem właśnie w uroczysku Błagowszczyna - Traściniec zamordowano najwięcej Polaków.
Rozmowa dotyczy przede wszystkim losów Emanueli Orlandi, porwanej w 1983 córki pracownika Watykanu, która zaginęła bez wieści. Były turecki terrorysta potwierdza, że porwanie to miało związek z próbą jego uwolnienia. Zapewnia, że Emanuela, która miałaby dziś 34 lata, żyje i znajduje się w Turcji, i niebawem wróci do domu.
Miasto zwróciło się do nas z pytaniem, czy w jakiś sposób możemy wykorzystać ten lokal - mówi Piotr Kossobudzki, rzecznik prasowy Muzeum Historii Żydów Polskich, które powstaje na Muranowie i ma być w budowie jeszcze ok. roku. - Są to jednak rozmowy na bardzo wstępnym etapie. Na razie koncentrujemy się głównie na wykańczaniu gmachu muzeum i tworzeniu ekspozycji.
- Bardzo się cieszę, że decyzja sądu była jednoznaczna. On stwierdził, że wszystkie zarzucone nam czyny nie noszą znamion przestępstwa i w związku tym należy umorzyć sprawę. Zarzucano nam przekroczenie uprawnień przy prowadzeniu sprawy, która zaowocowała jako tzw. afera gruntowa. Zarzucano, że nie mieliśmy podstaw do tego, aby rozpocząć tą operację. My swoje podstawy oczywiście mieliśmy, o czym przesądził sąd. Nie jest to wyrok prawomocny, ale myślę, że się uprawomocni, nawet jeśli prokuratura się odwoła.
Jeszcze mniej zrozumiałe jest dla mnie to, co działo się później. Jeśli już ministerstwo przywłaszczyło sobie rzeczy mojego męża, to dlaczego poddano je zniszczeniu? Dlaczego je spalono? Przecież te rzeczy są moją własnością! Oni przecież zdawali sobie sprawę, że mieli do czynienia z cudzymi przedmiotami. Nie potrafię tego sobie wytłumaczyć inaczej, jak wersjami z horroru, że zniszczono te rzeczy, bo na przykład nosiły ślady po kulach i zadbano o to, by to ukryć, żebym nigdy się tego nie dowiedziała.
Waldemar Skrzypczak zostanie wiceministrem MON. To dobra decyzja?
Szanuję go także za to, że po mojej ostatniej książce pt. „Chodzi mi tylko o prawdę” stara się znaleźć sposób rozwiązania nabrzmiałych problemów, tak bardzo ostro przeze mnie opisanych. Oczywiście w wielu sprawach wspólnego zdania nie będziemy mieli, ale najważniejsze jest to, że dialog został podjęty. I to w sposób odmienny niż to jest w innych diecezjach, w których wszelkie słowa krytyki ze strony szeregowych księży są bezwzględnie tłamszone.
- Musimy przeciwstawić się nienawiści bez wzgledu na to , kto jest sprawcą czynu napisał w oświadczeniu premier Litwy Andrius Kubilius. Zdaniem szefa litewskiej dyplomacji Audroniusa Ażubalisa dewastacje mogił, pomników, czy kościołów świadczą o degeneracji niektórych członków litewskiego społeczeństwa, oraz są poważnym sygnałem, by zastanowić się nad wprowadzeniem surowszych kar dla tak zwanych „graficiarzy”. "Brak szacunku graficiarzy dla siebie i innych sprawia, że często podżegają nienawiść narodową, etniczną, czy rasową. W ten sposób farba staje się plamą nie tylko na kamieniu, ale blizną na stosunkach pomiędzy narodami - napisał w oświadczeniu minister Ażubalis. Zaapelował do polityków, by podjęli decyzję o bardziej surowych karach dla takich chuliganów. Policja wszczęła już dochodzenie w tej sprawie. Sprawcom wandalizmu grozi rok więzienia.