Gmyz: Ta afera spowoduje polityczne trzęsienie ziemi
Rozwija się zasięg afery korupcyjnej związanej z informatyzacją sektora administracji publicznej, już się chyba nie uda jej zamieść pod dywan?
Kategoria
Sekcja: Wiadomości
Rozwija się zasięg afery korupcyjnej związanej z informatyzacją sektora administracji publicznej, już się chyba nie uda jej zamieść pod dywan?
- Na Kongres Obywatelskiego Komitetu Edukacji Narodowej przyjechali głównie naukowcy oraz osoby zainteresowane edukacją. Powołany został też sekretariat, złożony z osób protestujących w głodówkach. Będziemy chcieli poszerzać grupę naukowców i budować struktury, aby byli w nich przedstawiciele różnych organizacji i stowarzyszeń zajmujących się oświatą. Jest ich dużo, są różnorodne i chcieli byśmy zaprosić ich do wspólnego działania. Oni rozumieją ideę edukacji i dlatego chcemy być razem. Są też nauczyciele, którzy nawet nie są w związkach zawodowych, aktywni w jakiś strukturach ale mają doświadczenie i pasję i ich również zapraszamy do współpracy. Jesteśmy też otwarci na rodziców, zwłaszcza tych, którzy działają w lokalnych przyszkolnych stowarzyszeniach. Chcemy, aby na drugi kongres do Warszawy już przyjechali, bo są realnie zainteresowani przyszłością edukacji.
Długość programu oraz skłonność prowadzących do przerywania adwersarzom uniemożliwiła przedstawienie wielu argumentów „przeciw” temu pomysłowi. Temat, wbrew formule programu polegającej na łączeniu dosyć poważnej dyskusji z żartami i dykteryjkami w wykonaniu Jana Wróbla, jest istotny. Istotny szczególnie wtedy, gdy ktoś na serio myśli o nowelizacji prawa w ten sposób, by z prostytucji będącej patologią życia społecznego, zajęcia wstydliwego i upokarzającego osobę ją wykonującą (także osobę korzystającą z usług osoby prostytuującej się) chce się zrobić legalne zajęcie, zawód, opodatkowaną czynność zarobkową.
A na dodatek była żona Palikota zachęca do rachunku sumienia. Także każdego z nas.
W krajach socjalistycznych, którymi są euro-stany, istnieją, niestety, Ministerstwa Zdrowia, których głównym zajęciem – a przynajmniej: głównym zajęciem wielu departamentów – jest branie łapówek od firm farmaceutycznych. Ministerstwa mają bowiem prawo nie dopuścić na rynek dowolnego leku – co daje im monopolistyczną pozycję.
Ten wywiad powinien przejść do historii. Monika Olejnik próbuje w nim zmusić katolickiego duchownego, by ten przyznał, że Kościół ma zaprzestać ewangelizacji i nawracania. A ksiądz nie jest w stanie odpowiedzieć jej na tyle spójnie, by pokazać, że gdyby Kościół ewangelizacji zaprzestał, gdyby nie chciał już nawracać, to w istocie przestałby być potrzebny... Zarówno ludziom jak i Bogu.
Do tej pory byliśmy przyzwyczajeni do niemal krystalicznych bądź przynajmniej bardzo pozytywnych postaci policjantów, którzy ścigają niedobrych przestępców. Było tak w „Policjantach z Miami”, „Colombo” czy „ Ulicach San Francisco”. Od wizerunku dobrego gliny w ostatnich latach odchodziło kino, tworząc demoniczne postacie skorumpowanych policjantów w „Dniu Próby” czy w „Cop Land”. Abel Ferrara w perfekcyjnym „Złym poruczniku” uchwycił nawet przemianę duchową przesiąkniętego złem gliniarza. Policjant z problemami pojawia się zresztą w każdym filmie policyjnym od kiedy Clint Eastwood wykreował porucznika Callahana, który woli strzelać w głowę niż w nogi. We wszystkich tych przypadkach mieliśmy jednak do czynienia z pewną umownością. Gliniarz miał problemy z alkoholem, nie umiał poradzić sobie z relacjami z dziećmi oraz żoną i był mizantropem. Jednak na końcu zawsze okazywał wielkie serce i czyste bohaterstwo. Policjant z większości filmów hollywoodzkich to heros z achillesową piętą, który
Juval Adiv dowodził operacją „Gniew Boga”, której celem było zlikwidowanie palestyńskich terrorystów odpowiedzialnych za masakrę żydowskich sportowców podczas igrzysk w Monachium w 1972 r. Potem odszedł z Mossadu i w 1979 r. założył prywatna firmę Interfor.
Jako były pierwszy sekretarz PZPR, przyzwyczajony do gospodarskich wizyt wyżej postawionych pierwszych sekretarzy, mógłby się pomylić i zacząć używać dawnej nomenklatury. Wszak gospodarski objazd pana premiera po kraju jako żywo przypomina takie przedsięwzięcia w wykonaniu Edwarda Gierka czy później Wojciecha Jaruzelskiego.
Nic z tego. Pani Monika pobije rekord Dziedzicowej, a obywatel blond - Tomek pójdzie w…
Nie były to jedyne związane z Polską posiadłości zamorskie. Wspomnieć trzeba wieś Jufureh, jedną z pierwszych posiadłości europejskich na terenie Gambii, która przez kilka lat również należała do Księstwa Kurlandii wraz z położoną nieopodal wyspą James (dziś św. Grzegorza). Spełniała ona niezbyt chwalebną rolę, istniejący tam Fort Jillifree był jednym z głównych punktów przerzutu niewolników „odławianych” w tej części świata.
Aleksandra Tarka przekonuje, że zegarek czy rower jako prezenty komunijne wyszły z mody, a kilkuletnie dzieci marzą o quadach, tabletach, komputerach, smartfonach, a nawet papugach, których ceny dochodzą do kilku tysięcy złotych. "Rodzice pociech obdarowanych prezentami komunijnymi powinni zainteresować się ich realną wartością. Zwłaszcza jeśli wręczają je osoby niespokrewnione. W grę może bowiem wchodzić konieczność zapłaty podatku od darowizny" - pisze dziennikarka.
Wystarczyło, że Halina Martin i Ryszard Przedpełski, spadkobiercy właścicieli willi, którą zamieszkuje Wojciech Jaruzelski, znów się o nią upomnieli, a generał natychmiast przepisał ją razem z majątkiem na córkę Monikę Jaruzelską. Położona tuż obok rezydencji ambasadora USA, w zacisznym i pełnym zieleni miejscu na Mokotowie, przy ulicy Ikara 5, willa warta jest kilka milionów złotych - według różnych szacunków od 4 nawet do 5 milionów złotych. Jednak do willi roszczą sobie słusznie prawo jej dawni właściciele. I znów poprosili o jej zwrot. To - jak można się domyślić - nie podoba się gen. Jaruzelskiemu. Bo generał uważa, że dom jest jego.
– Zostałem z długami, jestem 150 tys. ludziom winien, nie mam nawet domu! – tak po sejmowej komisji infrastruktury krzyczał zrozpaczony przedsiębiorca. Dariusz Smukowski z firmy Terpol z Płońska jest jednym z podwykonawców, którzy pracowali dla spółki DSS na budowie autostrady A2. Firma ogłosiła upadłość, a podwykonawcy zostali z niczym. Podczas posiedzenia komisji podwykonawca mówił, że GDDKiA przysłała do niego pismo zawiadamiające o tym, że jego firma nie jest objęta zabezpieczeniem oraz, że na własną rękę może złożyć zażalenie do DSS. – Skąd ja mam wziąć pieniądze? Skąd ja mam wziąć tyle na zapłacenie, na sprawę, na adwokata, jak ja nie mam w tej chwili na chleb? – pytał z wyrzutem właściciel firmy Terpol.
"Ostatni sondaż wewnętrzny PiS: my - 33, PO - 28. A zwykle nasze własne sondaże nas niedoszacowywały" - napisał na swoim profilu w serwisi społecznościowym Twitter Ryszard Czarnecki.