Wiadomości
Spodziewałam się, że po publikacji artykułu „Łysi neonaziści – jedyna alternatywa dla marszu dewiantów” posypią się na mnie gromy ze strony osób, które ośmieliłam się skrytykować. Nie spodziewałam się jedynie skali chamstwa, jakiej sięgnęła ta polemika. Widać, środowisku narodowców, choć w tym momencie trudno to słowo przechodzi mi przez gardło, bo swoich zachowaniem ci ludzie pokazują jedynie to, jak daleko do prawdziwych narodowców im jest. Ja byłam dla nich przydatna dopóty, dopóki ich broniłam i przedstawiałam w artykułach w dobrym świetle (nawet jeśli zasługiwali na kilka gorzkich słów, jak na przykład po Marszu Niepodległości 11.11.11). Teraz widzę, że w środowisku tym nie ma najmniejszej szansy na konstruktywną krytykę, bo każda uwaga, nawet jeśli dyktowana chęcią zwrócenia uwagi na jakieś błędy, odbierana jest jako zdrada, albo przejaw agenturalnej współpracy.