Jako były pierwszy sekretarz PZPR, przyzwyczajony do gospodarskich wizyt wyżej postawionych pierwszych sekretarzy, mógłby się pomylić i zacząć używać dawnej nomenklatury. Wszak gospodarski objazd pana premiera po kraju jako żywo przypomina takie przedsięwzięcia w wykonaniu Edwarda Gierka czy później Wojciecha Jaruzelskiego.
Może tylko do zmarłego niedawno Kim Dzong Ila trochę jeszcze Tuskowi brakuje. Władca Korei Północnej nie tylko nawiedzał po gospodarsku różne miejsca w swoim kraju, ale też – jak na dobrego gospodarza przystało – od razu udzielał fachowych rad w każdej dziedzinie. My na razie nie mamy informacji, żeby Donald Tusk próbował wyręczać inżynierów albo operatorów walców, ale być może nie o wszystkim się nam mówi. Premier wszak jest znany ze skromności i pewnie nie chce się za bardzo chwalić.
Rozmaici spece od marketingu politycznego twierdzą, że piarowski rzut premiera na taśmę jednak się powiedzie, sondaże Platformie podskoczą, a znaczna część Polaków da się nabrać na cyrkowe przedstawienie pod tytułem „Nowa inkarnacja towarzysza Gierka”. Jeśli tak by się stało, to chyba pora zamykać teatrzyk „Przegniły batonik”, bo ludzie mogliby go zacząć brać poważnie.
eMBe/Fakt.pl

