Szanuję go także za to, że po mojej ostatniej książce pt. „Chodzi mi tylko o prawdę” stara się znaleźć sposób rozwiązania nabrzmiałych problemów, tak  bardzo ostro przeze mnie opisanych. Oczywiście w wielu sprawach wspólnego zdania nie będziemy mieli, ale najważniejsze jest to, że dialog został podjęty. I to w sposób odmienny niż to jest w innych diecezjach, w których wszelkie słowa krytyki ze strony szeregowych księży są bezwzględnie tłamszone.

 

W publikacji „Newsweeka” najbardziej dotknął mnie sposób odnoszenia się do księdza kardynała, pełen niechęci i złośliwości, czego szczytem jest wytykanie mu, iż jest „synem kolejarza”. Prymas August Hlond był synem dróżnika kolejowego, a prymas Stefan Wyszyński synem wiejskiego organisty. Byli oni jednak wielkimi indywidualnościami, tak samo zasłużonymi dla Kościoła polskiego i ojczyzny, jak krakowscy kardynałowie: Karol Wojtyła, syn oficera, Adam Sapieha, syn kresowego arystokraty, czy Franciszek Macharski, syn zamożnego kupca. Pochodzenie nie ma tutaj nic do tego.

 

Nie mam też wątpliwości, że ks. kard. Stanisław Dziwisz, który po powrocie z Watykanu do Krakowa był lansowany na głowę „Kościoła łagiewnickiego”, przyjaznego PO i dworowi Adama Michniak, naraził się ostatnio tym środowiskom bardzo mocno, szczególnie obroną Telewizji Trwam. Inna sprawa niech ten atak będzie ostrzeżeniem tych polskich biskupów, na szczęście już nielicznym, którzy wciąż naiwnie wierzą, że sojusz ołtarza z tronem może dać dobre owoce.

 

eMBe/Isakowicz.pl