W styczniu Bartosz Węglarczyk gościł w „Dzień Dobry TVN”, gdzie „popisał się” niewybrednym żartem na temat Ukrainek. W programie toczyła się dyskusja na temat pomocy domowych i dziennikarz rzucił, że Ukrainki są „robotami sprzątającymi domy”. Węglarczyk być może wcale nie zdawałby sobie sprawy z gafy, jaką popełnił, gdyby nie fakt, że po jego "żarciku" zawrzało w sieci. Prezenter szybko przeprosił za swoją wypowiedź na profilu na Facebooku. - Wyszło idiotyczne, z mojej winy, zamieszenie z Ukrainkami (dziś w DDTVN). W ogóle mi nie chodziło o obrażanie ich, lecz o to, że są źle przez bardzo wielu pracodawców traktowane. Ale powiedziałem, jak powiedziałem, rozumiem, że można było to zrozumieć inaczej, więc wszystkich bardzo, bardzo przepraszam. Nie takie intencje, za szybki język – napisał.

 

„Żarcik” Węglarczyka odbił się szerokim echem na Ukrainie przede wszystkim w serwisach społecznościowych, ale nie mówiono o tym w największych telewizjach, więc sprawa rozeszła się po kościach. Tym razem nie będzie jednak lekko.

 

Duet Wojewódzki&Figurski po raz kolejny udowodnił, że swoim poziomem sięga rynsztoka. Choć może i to zbyt wiele. Radio Eska Rock może zacierać ręce, bo dzięki mało wysublimowanym umiejętnościom obu panów o stacji jest znowu głośno. Nie wiem jednak, czy taka popularność nie wyjdzie rozgłośni bokiem. Gość znany z wkładania polskiej flagi w psie odchody wespół ze swoim kompanem prowadzi audycję, która niby ma obnażać nasze wady narodowe i być satyrą na zaściankowość Polaków. Zgodnie z tą definicją, panowie spróbowali pokazać, jak to niby Polacy traktują Ukraińców. A właściwie Ukrainki.

 

W ten oto sposób dziennikarze skomentowali wtorkową przegraną Ukrainy z Anglią:

Wojewódzki: A wiesz co ja wczoraj zrobiłem po tym meczu z Ukrainą?

Figurski: No? 

W: Zachowałem się jak prawdziwy Polak... 

F: Kopnąłeś psa. 

W: Nie, wyrzuciłem swoją Ukrainkę. 

F: A to dobry pomysł... Mi to jeszcze nie przyszło... 

Wiesz co? Ja po złości jej dzisiaj nie zapłacę.

W: Wiesz co, to ja swoją przywrócę, odbiorę jej pieniądze i znowu wyrzucę. 

F: Powiem ci, że gdyby moja była chociaż odrobinę ładniejsza, to jeszcze bym ją zgwałcił. 

W: Eee... Ja to nie wiem, jak moja wygląda, bo ona ciągle na kolanach.

 

Na prymitywne żarty Wojewódzkiego i Figurskiego już zareagowało ukraińskie MSZ, które kategorycznie zażądało przeprosin za wypowiedzi dziennikarzy. - Nie możemy przymykać oczu na pojawiające się w polskiej przestrzeni medialnej niedopuszczalne wypowiedzi, które obrażają cześć i godność Ukraińców - czytamy w komunikacie MSZ. Zdaniem ukraińskiej dyplomacji, „prowadzący program w radiu Eska Rock pozwolili sobie na skrajnie poniżające wypowiedzi pod adresem Ukraińców, co jest nie do przyjęcia przez jakiegokolwiek cywilizowanego człowieka, oraz demokratyczne społeczeństwo, w którym nie powinno być miejsca dla publicznych obraz, bądź dyskryminacji na tle narodowościowym”.

 

Ukraińcy są tym bardziej oburzeni żartami polskich dziennikarzy, ponieważ pojawiły się one w trakce Euro2012, które wspólnie z sukcesem przygotowaliśmy. Ukraińskie MSZ domaga się publicznych przeprosin, a także liczy na to, że „strona polska użyje wyczerpujących środków w celu odpowiedniej reakcji oraz niedopuszczenia do podobnych sytuacji w przyszłości”.

 

Trudno jednak spodziewać się, że Wojewódzki i Figurski posypią głowy popiołem, skoro ten drugi tak tłumaczy swoje prymitywne żarty: „Naszą audycję można odbierać dwojako: albo dwuznacznie, i taka jest jej intencja, albo zupełnie wprost, nie poddając w wątpliwość ani nie opatrując żadną refleksją tego, co mówimy”. - Nie wygłaszamy osobistych komentarzy, tylko staramy się przybrać rolę statystycznego Polaka, zawiedzionego tym, że drużyna ukraińska lepiej sobie radzi niż polska – powiedział w rozmowie z „Press” Figurski. Podkreślił też, że razem z Wojewódzkim nie zamierzał nikogo obrazić.

 

Co więcej, w obronie swoich pracowników stanął stanął prezes Radia Eska ROCK SA Bogusław Potoniec. W oświadczeniu, przytoczonym przez jednego z działaczy grupy na Facebooku, Potoniec tłumaczy, że "prezenterzy często wcielają się w różne role, aby obnażyć i wyśmiać małostkowość niektórych Polaków oraz krzywdzące schematy, którymi się kierują".

 

- Rozmowa prowadzących nie miała na celu obrażania i poniżania kobiet pochodzących z Ukrainy, wręcz przeciwnie - miała na celu obnażenie i poddanie krytyce funkcjonujących w części polskiego społeczeństwa (i na szczęście tylko w nikłej części) niesprawiedliwych stereotypów na temat Ukrainek" - podkreślał szef radiostacji.

 

Szef stacji tłumaczy swoich pracowników, ale już sami słuchacze zaczynają powoli mieć dość prymitywnych żartów obu panów. Oburzeni internauci założyli na Facebooku grupę „Powiedz chamstwu Wojewódzkiego i Figurskiego: NIE”. Możemy tam przeczytać, że dziennikarze „dali piękny pokaz chamstwa w stosunku do ludzi narodowości ukraińskiej i braku szacunku do kobiet, których ciężka sytuacja materialna zmusiła do pracy w charakterze pomocy domowej w Polsce".

 

Duet dziennikarzy szokuje zresztą nie pierwszy raz. Już rok temu panowie chamsko „żartowali” sobie z rzecznika Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego Alvina Gajadhura, którego ojciec jest Hindusem. - Może zadzwonimy teraz do Murzyna, Audycję sponsoruje warszawski oddział Ku-Klux-Klanu – szydzili. Gajadhur złożył zawiadomienie do prokuratury, ale śledztwo zostało umorzone. Poszkodowany odwołał się od tej decyzji i w czerwcu 2012 roku do warszawskiego sądu trafił akt oskarżenia wobec dziennikarzy.

 

Figurski i Wojewódzki mogą się tłumaczyć, że wcale rasistami, ani szowinistami nie są. Mogą wmawiać, że jedynie obnażali nasze narodowe wady i że wcale nie mają poczucia wyższości nad Ukrainkami. Ale wiadomo przecież, że tak naprawdę chodzi o słuchalność radia (stąd jego prezes broni dziennikarzy), a że opiera się to na najniższych, prymitywnych instynktach, to już inna sprawa. Jedno jest pewne – niezależnie od intencji prowadzących, słowa na temat Ukrainek były wulgarne i skrajnie obraźliwie i nie można traktować ich w konwencji żartu czy jakiegokolwiek kabaretu, bo to nawet nie było śmieszne. A jeśli nie jest to kabaret, to autorzy prymitywnego happeningu powinni liczyć się z konsekwencjami.

 

Marta Brzezińska