Gdy nie wiadomo o co chodzi
A ściślej o wspólne rozliczanie się par, które związek partnerski zdecydują się zawrzeć. Wszystkim, którzy odtrąbić zdążyli sukces przypominam, że już jesienią pod obrady sejmu trafi projekt ustawy regulującej kwestię związków partnerskich autorstwa PO. Projekt, który zostanie – nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości – przyjęty. Chciałbym też zauważyć, że cel nie uświęca środków a niemożność wspólnego rozliczania się z fiskusem uderza nie w nieformalne pary jedno lub wielopłciowe, ale przede wszystkim w wielopokoleniowe rodziny żyjące razem i w tych, którzy z różnych względów prowadzą wspólne gospodarstwo domowe. Ludzie mieszkający razem i mający wspólny budżet powinni mieć możliwość wspólnego rozliczania się. Czy to jest rodzeństwo, które odziedziczyło po rodzicach duży dom, studenci wynajmujący wspólnie mieszkanie, wielodzietna rodzina czy też para kochanków – państwa w ogóle nie powinny obchodzić relacje pomiędzy członkami wspólnoty i motywy, dla których zdecydowali się mieszk