Dotąd wielotysięczne marsze, organizowane przez sympatyków o. Tadeusza Rydzyka odbywały się pod hasłem walki o cyfrową koncesję na multipleksie dla Telewizji Trwam i przeciwko dyskryminacji katolickich mediów. Ich adresatem była głównie Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Nieco inny charakter będzie miał najbliższy marsz środowiska Radia Maryja.
Chociaż przewodniczący "Solidarności" Piotr Duda zapewnia, że decyzję o udziale związku może podjąć jedynie Komisja Krajowa i komitet protestacyjny, nieoficjalnie już wiadomo, że udział "S" jest przesądzony. Właśnie z tego powodu przełożono nawet datę marszu. Początkowo planowano jego organizację na 15 września, ale w tym samym czasie (15 i 16 września) odbywa się jednak coroczna pielgrzymka ludzi pracy na Jasną Górę. Organizatorzy liczą, że do protestu przyłączą się kolejne grupy społeczne.
– Rządy PO doprowadziły do tego, że nie ma dzisiaj dziedziny życia, która nie pogrążałaby naszego kraju i nas, Polaków. Nikt nie słucha obywateli, rząd we wszystkim narzuca obywatelom swoją wizję – powiedział "Rzeczpospolitej" poseł PiS Andrzej Jaworski, współorganizator marszu. – Prezydent przygotowuje ustawę o zgromadzeniach, która zbliża nas do Białorusi, minister Rostowski wykańcza nasze finanse, a Tusk i Pawlak zamiast myśleć o rozwoju gospodarczym kraju, skupiają się na tym, by zapewnić stanowiska swym kolegom - dodaje Jaworski.
Według politologów taka sytuacja może zaniepokoić rządzących. Dwa środowiska umiejące wyprowadzić na ulice dziesiątki tysięcy ludzi łączą siły, co może być dowodem dużego niezadowolenia społecznego.
– O ile same protesty tak bardzo rządowi do tej pory nie szkodziły, o tyle ich eskalacja powiązana z dającym się coraz mocniej odczuć spowolnieniem gospodarczym już może – mówi "Rzeczpospolitej" dr Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Do tego jeśli się okaże, że sytuacja budżetowa jest na tyle zła, że trzeba będzie podnieść podatki, to jesień może być naprawdę gorąca – dodaje Chwedoruk.
AM/Rp.pl

