Terlikowski: Współczuję Lisowi!
Mechanizm w dyskusjach o celibacie i hipokryzji Kościoła jest niemal zawsze ten sam. Ludzie, którym sumienie coś wyrzuca (a to rozwód, a to pozostawienie dzieci, a to związanie się z nową partnerką czy chroniczne zdrady) z lubością zajmują się hipokryzją instytucji kościelnych i w ten sposób poprawiają sobie samopoczucie, dowodząc, że po pierwsze ich grzech nie jest tak wielki, a po drugie, że instytucja, która im o owym grzechu przypomina, też ma w swoich szeregach grzeszników. W ten sposób zabija się wyrzuty sumienia i przy okazji obrzydza sobie i innym Wspólnotę, która – jako jedyna – ma odwagę głosić trwałe i niezmienne normy moralne.