Do kogo należą nasze pieniądze?
Paradoks? Nie, rzeczywistość. Posiadacz niewielkiej ilości pieniędzy może je przepić, może wydać w jednej z modnych galerii handlowych, może zainwestować w kupon totolotka, może też kupić kilka jednostek uczestnictwa funduszu inwestycyjnego by nieco zarobić. Może też pieniądze schować do skarpety albo zanieść do banku. Może rozdać, jeśli taka jego wola. Z punktu widzenia państwa najlepiej oczywiście by było, gdyby je przepił – wpływy z podatku akcyzowego wszak są (obok wpływów z fotoradarów) znaczącą pozycją w budżecie. Przymusu przepijania na szczęście (jeszcze) nie ma, zatem obywatel ma pełną swobodę dysponowania zaskórniakami, wolno mu je nawet wywieźć z kraju czy w ogóle z Unii Europejskiej – drobniakami nikt przejmować się nie będzie. Wydawałoby się więc, że polscy obywatele mają pełną swobodę dysponowania posiadanymi pieniędzmi. Nic bardziej mylnego.