Niestety w czasach obecnych, kiedy agresywna propaganda robi wodę z mózgu nawet potencjalnie rozsądnym ludziom, coraz więcej z nich kieruje się twierdzeniami „postępowych” i „światłych” budowniczych świetlanej przyszłości zamiast rozumiem i instynktem rodzicielskim. Stąd takie, absurdy, jak radosna akceptacja :”odkrywanego” przez kilkuletnie dzieci transseksualizmu, które to zjawisko ostatnio przybiera na sile. Oto ponoć kolejne dziecko, tym razem czteroletnie „odkryło”, że jego płeć genetyczna stoi w sprzeczności z płcią psychiczną. A rodzice- zamiast zignorować ewidentną konfabulację czteroletniego umysłu… ochoczo nie tylko akceptują produkt dziecięcej wyobraźni ale i chwalą się swoją postawą.
Opisany przez tygodnik „The Sun” przypadek budzi poważne zaniepokojenie oraz pewne podejrzenia co do rzetelności całej sprawy. Wedle periodyku Mała Sophie, córka Sarah i Yuri Brownów przekonywała rodziców, że jest chłopcem. <> Powyższe wypowiedzi (przeczytane również w oryginale) nie pasują po prostu do profilu psychologicznego czteroletniego dziecka. Oczywiście, nie jest niczym nadzwyczajnym, że małe dzieci czasami twierdzą, że są przeciwnej płci, ale czynienie z tego stylu życia i zmuszanie otoczenia (w tym starszej, ośmioletniej siostry Sophie, która postawiła opór wobec nakazu taktowania maleństwa jak chłopca) wydaje się być reakcją co najmniej przesadzoną, dostosowana raczej do „odkrywczych” tez zawartych w (czytanych przez matkę dziewczynki) pisanych przez ideologów gender.
Załóżmy tu jednak na chwilę, iż to wszystko prawda i że 4-letnie dziecko może świadomie ustalać i wybierać swoją tożsamość. Takie stanowisko rodzi jednak pewne konsekwencje. Jeśli np. któreś dziecko w podobnym (a szczególnie starszym wieku) będzie upierało się np. iż jest Supermanem i za pomocą obrazków wskazywało, iż nie jest dziecięciem, a panem w mało gustownym kombinezonie z literką „S” na piersi, troskliwi i nowocześni rodzice powinni czym prędzej ubrać go w takowy uniform z czerwoną pelerynką, następnie otworzyć mu okno albo drzwi od balkonu, i zachęcając je gestem, rzucić na pożegnanie: „Go Clark! Go! And good luck!” ewentualnie: May the Force be with you! (Oj! Przepraszam, to już nie ta tożsamość i nie ten uniform…). Oczywiście wszystko to wyłącznie dla dobra dziecko, z szacunku dla jego samoświadomości i autonomiczności oraz pełnego prawa wyboru i samostanowienia o sobie. No właśnie... Czy naprawdę na tym polega rola kochających rodziców? Czy to w ten sposób ma się realizować nowoczesna forma wychowania do wolności i szczęścia? Czy ktoś poniesie w przyszłości konsekwencję owych działań, jeśli Jake (dawniej Sophie) stwierdzi kiedyś ostatecznie, iż przynależy jednak do płci pięknej?
Przy okazji warto zauważyć, że zwolennicy ideologii gender zachwyceni postawą rodziców plączą się w sprzecznościach. Z jednej strony twierdzą, że określenie kwestia płci to delikatna sprawa uwarunkowana zarówno genetycznie , jaki psychicznie oraz, przede wszystkim, społecznie, i pełne rozpoznanie własnej tożsamości jest niełatwym procesem, z drugiej- bez mrugnięcia okiem akceptują fakt „rozpoznania „transseksualizmu” przez czterolatka! Gdzie tu logika? Tego nie wymyśliłby chyba nawet niesławnej pamięci Kinsey liczący z całą powagą orgazmy u niemowląt. Dzielni wtórują im psychologowie szybko orzekający u czterolatków „zaburzenia tożsamości płciowej” (co ostatecznie może się zdarzyć aczkolwiek tak wczesna diagnoza tego rodzaju zaburzeń musi budzić poważne wątpliwości u każdego, kto cokolwiek wie o rozwoju dziecka) i zalecający dostosowanie się do opowieści dziecka.
Możemy zadać sobie w tym miejscu zasadne pytanie, czy każdego chłopca, który zaczyna bawić się lalkami i skakać z koleżankami przez gumę a czasem też lubi różowe bluzeczki oraz każdą dziewczynę, która lubi biegać za piłką, łazić w najdziwniejsze miejsca z chłopakami, tłucze się z nimi na równych prawach, a ponadto nosi przeważnie wytarte spodnie i pozuje na jednego z nich, należy natychmiast prowadzić do psychologa, celem zbadania, czy przypadkiem nie dzieje się coś z orientacją płciową dziecka? Czy naprawdę to konieczność? Jeśli zaś nawet tak się dzieje, to czy jednak powinnością rodzica (i psychologa) jest natychmiastowo zezwolić dziecku na jej zmianę, zamiast podjąć stosowną terapię, która pozwoli przywrócić zachwianą równowagę? Mamy dojmujące wrażenie, iż rodzice Sophie/Jake'a, a także zachłystujący się ich postawą "postępowy świat", nawet nie spróbowali odpowiedzieć sobie na żadne z powyższych pytań. Ośmielamy się twierdzić, iż ze szkodą dla dziecka...

