Zwolennicy eutanazji przekonują, że odłączenie cierpiącego pacjenta od urządzeń podtrzymujących jego życie to pozwolenie mu na godną śmierć i skrócenie jego cierpienia. Jednocześnie nikt z nich nie zastanawia się nad głębszym sensem cierpienia, które w jakiś sposób jest wpisane w ludzką naturę od zarania dziejów. Rozumiem jednak, że takie metafizyczne wynurzenia mogą być psu na budę, jeśli mówimy na przykład o patrzących na cierpienie swojego dziecka rodzicach. Z jednej strony, z pewnością pragną oni, aby maluch był z nimi jak najdłużej, z drugiej – chcą oszczędzić mu cierpień ponad jego siły.

 

Takie sceny zdarzają się niestety nie tylko na filmach. Wychodzący z sali lekarze ze smutkiem kręcą głowami i mówią rodzinie pacjenta: „Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy”, „Nie jesteśmy już w stanie pomóc”. Ludzka natura jest jednak tyleż samo krucha, co nieprzewidywalna i setki, jeśli nie tysiące razy, lekarskie diagnozy zawodzą. Nagle ktoś, kto według nich nie miał żadnej szansy na wyzdrowienie, wstaje ze szpitalnego łóżka. Ktoś, kto latami miał się nie wybudzić ze śpiączki, otwiera oczy. A co by było, gdyby wcześniej rodzina – w ramach specyficznie pojętego humanizmu czy miłosierdzia – odłączyła go od urządzeń podtrzymujących życie?

 

Niesamowitą historię małej Alice opisuje „Daily Mail”. Lekarze nie dawali 14-miesięcznej dziewczynce praktycznie żadnych szans. Cierpiała na ciężkie zapalenie opon mózgowych, które spowodowało niewydolność nerek, a następnie udar. Dziecko zapadło w śpiączkę. Aby utrzymać Alice przy życiu, lekarze podłączyli ją do respiratora i dializowali. Matce dziecku powiedzieli, że może ono nie dożyć następnego poranka.

 

Według diagnozy medyków, dziewczynka nie byłaby w stanie oddychać sama, a właśnie następnego dnia planowali odłączyć ją od aparatury podtrzymującej życie. Dlatego zaczęli zachęcać matkę, aby zdecydowała się na oddanie organów dziewczynki do przeszczepów. Argumentowali, że tragedia jej i jej dziecka może obrócić się w coś dobrego.

 

Zdesperowana matka przystała na argumenty lekarzy – wyraziła zgodę na pobranie od córki organów do przeszczepu oraz odłączenie jej od respiratora. Tuż przed odłączeniem maszyn personel szpitala dał matce możliwość pożegnania się z Alice. Kobieta ucałowała dziewczynkę w czoło, po czym lekarze wyłączyli podtrzymującą życie aparaturę. Ku ich wielkiemu zdziwieniu dziecko zaczęło samodzielnie oddychać. - Czułam, że jesteśmy świadkami cudu – miała powiedzieć matka małej pacjentki.

 

Ten cud przecież mógłby się wcale nie wydarzyć. Ile razy lekarze mylą się w swoich diagnozach? Ile razy, ktoś kto miał już nigdy się nie obudzić nagle otwiera oczy. Nawet jeśli takich cudów jest niewielki odsetek, to czy nie warto na nie czekać? Czy rodzina, która decyduje się na odłączenie kogoś bliskiego od podtrzymujących życie maszyn nigdy choć raz nie pomyślała: „A może kiedyś by się obudził?”. Zapewne takie „pocałunki życia”, jak pisze o historii małej Alice „Daily Mail” nie zdarzają się często, ale czy nie lepiej jest czekać na taki cud, niż definitywnie pozbawiać się wszelkiej nadziei, odłączając aparaturę?

 

Marta Brzezińska/Dailymail.co.uk