Strzelanina w Denver jeszcze długo nie będzie schodzić z pierwszych stron gazet. Nic więc dziwnego, że żurnaliści wszystkich krajów wypytują o makabrę możnych tego świata, również polityków. A jeżeli polityków, to i Roberta Biedronia z Ruchu Palikota. Aktywista gejowski nie jest jednak zainteresowany rozważaniami na temat zapobiegania podobnym sytuacjom czy wpływu mediów, rozrywki i gier komputerowych na zachowania ludzi. Nie pomogły nawet naprowadzenia dziennikarza portalu Onet.pl. Jedyne, co Biedroń ma do powiedzenia ws. tragedii w Denver, to krytyka Kościoła i jego hierarchów. Tym razem padło na abp Wiktora Skworca, który zabral ważny głos ws. ataku Jamesa Holmesa, wzywając podczas niedzielnej Mszy świętej do zakazu zabawek, odwołujących się do przemocy.
"A może zamiast ciągle moralizować abp Skworc wykorzystałby w końcu instytucję Kościoła katolickiego do edukacji rodziców w tej kwestii? Byłem ostatnio w miasteczku, gdzie odbywał sie odpust. Pod kościołem stały stragany pełne pistoletów, mieczy, szabel, potworów z filmów. To wszystko kupowali rodzice swoim dzieciom po wyjściu z kościoła. I nie jest to wyjątek - to krajobraz polskich miejscowości, gdzie przemoc sprzedaje sie pod kościołami. Niech więc abp Skworc wyjdzie ze swojego pałacu biskupiego i jak biblijny Jezus przegoni kupczących ze świątyni. Wtedy będzie dla mnie autorytetem" - grzmi Robert Biedroń, ignorując pytania dziennikarza Onetu.
Co tam środki zaradcze, co tam promocja przemocy, wszystkiemu i tak jest winien klero-faszystowski ciemnogród, którego elementem są również kolorowe stragany, pełne tandetnych zabawek dla maloletniej gawiedzi! Bo przecież jedynym miejscem w którym dzieciaki spotykają się z przemocą jest kościelny plac...
Ale czego spodziewać się po facecie (?), którego jedynym kapitałem politycznym jest epatowanie swoją orientacją i wciaganie na sztandary specyficznych upodobań seksualnych. Co mądrego może zaoferować człowiek, który - nie potrafiąc zwalczyć partyjnej konkurencji - obraża się niczym zadufana w sobie panienka i wymyśla wieloletnim kolegom od homofobów? Mniej więcej to, że handel tandetną Godzillą made in China to element promocji przemocy za którą odpowiada abp Skworc.
Jak widać, Biedroniowi już nie zależy na kreowaniu wizerunku słodkiego homosia, którego misją jest sprzeciw wobec wszelkiej przemocy. Pierwszy gej Rzeczypospolitej atakuje. Bez pardonu, ale też bez głowy. Zresztą, chyba nigdy nie była najważniejszą kartą przetargową w jego działalności publicznej...

