- Na przełomie marca i kwietnia wywołaliśmy całą konferencję z prezydent Warszawy Hanną Gronkiewicz-Waltz, jak się ustosunkować do koncertu Madonny. Mamy jednoznaczne stanowisko, że termin koncertu został wybrany wyjątkowo albo niefortunnie, albo wyjątkowo bezmyślnie. Nie był on uzasadniony.
Zastanawialiśmy się wspólnie z gen. Ścibor-Rylskim czy koncert oprotestowywać czy to niefortunne wydarzenie próbować w jakiś sposób załagodzić. Naszym pierwotnym pomysłem było, aby muzycy Madonny zagrali wiązankę powstańczych melodii. Nie nawoływaliśmy do generalnego protestu, aby nie wzbudzać społeczeństwa, nie dzielić go, co byłoby na rękę skandalistce jaką jest Madonna. Byłaby zadowolona widząc żywiołowe protesty czy manifestacje przeciwko niej.
Chcieliśmy ten koncert na swój sposób oswoić. Udało się uzyskać, że zmianie uległa godzina koncertu z 18.30 na 21.30. Zamiast powstańczych melodii będzie 2,5 minutowy film o Powstaniu Warszawskim i zapowiedź, że jest to dzień szczególny dla nas. Nie jesteśmy tym do końca zachwyceni, ale jest to w końcu dzień nadziei i zadumy. Nadzieja narodu na odzyskanie wolności, a zaduma, nad tragedią jaką skończyło się powstanie.
Rozumiem osoby, które protestują i bojkotują koncert, bo jest on niestosowny tego dnia. My jednak zrezygnowaliśmy z niego z czystej kalkulacji, bo chcieliśmy „pozyskać” osoby będące na koncercie, bo myślę, że część z nich nie ma zielonego pojęcia o Powstaniu, może nawet nie kojarzą jego daty.
Dodam tylko, że wszystkie środowiska kombatanckie, nie tylko AK-owskie są głęboko niezadowolone z daty koncertu – dodaje Filipkowski.
Not. Jarosław Wróblewski

