Marta Kaczyńska: Tata był taki jak większość z nas
Zaskoczyła Panią nieautoryzowana rozmowa z Adamem Bielanem na temat m.in. Pani Ojca?
Kategoria
Sekcja: Wiadomości
Zaskoczyła Panią nieautoryzowana rozmowa z Adamem Bielanem na temat m.in. Pani Ojca?
"IPN sprawdził w aktach służb, na wniosek Rosjan, przeszłość trzech pokoleń rodzin pilotów Tupolewa” - informuje dziś "Rzeczpospolita". W komentarzu redakcyjnym Piotr Zaremba zauważa, że możemy mieć do czynienia z dwiema możliwościami rozwoju tej zaskakującej sytuacji. „W wersji light wniosek do IPN, by sprawdzić, czy na przykład dziadkowie polskich pilotów nie byli tajnymi współpracownikami komunistycznych służb, to kolejna recepta na to, aby gmatwać i przedłużać śledztwo. Choćby po to, aby go nie zamykać i nie wydawać Polsce niczego. Albo ślad zwykłej głupoty prokuratorskich biurokratów. W wersji hard to ślad jakiegoś niejasnego zamysłu, aby pilotów w coś uwikłać. Pamiętamy, co inni rosyjscy biurokraci, ci z MAK, próbowali zrobić niedawno z generałem Błasikiem. I jak zdołali narzucić swoją narrację Europie”- zauważa publicysta.
Rosyjski wniosek dotyczył ustalenia kręgu osób, którym można przyznać status poszkodowanych w śledztwie prowadzonym przez Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej. „Nie rozumiem, czym się kierowała prokuratura, sięgając po informacje z IPN. Dane najbliższych rodzin obu pilotów są przecież w aktach sprawy, bo są one pokrzywdzonymi w polskim śledztwie. Sięgnięcie po akta IPN w tej sprawie budzi co najmniej zdziwienie” – mówi „Rz” Barski. Gazeta pisze, że nie jest jasne czy pomysł lustrowania pilotów pochodzi od Rosjan czy Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jednak wiadomo, że WPO, zwracając się do IPN o dokumenty dotyczące członków rodzin mjr. Arkadiusza Protasiuka i ppłk. Roberta Grzywny powołali się na rosyjski wniosek o pomoc prawną.
Utalentowany wywiadowca „Rzeczpospolitej” Robert Mazurek skarży się, że nie mógł zdzierżyć pod pałacem prezydenckim obchodów drugiej rocznicy katastrofy smoleńskiej. Uważa, że był to czas na żałobę i modlitwę, a nie na politykę. Za niestosowne uznał więc wypowiedzi i okrzyki o treści rządowi nieprzychylnej.
Podjąłeś protest głodowy w Warszawie. Po was pałeczkę przejęli działacze „Solidarności” z Siedlec. Byłeś u nich. Jakie są twoje wrażenia?
Kiedyś jeden z moich wychowawców, księży profesorów powiedział, że jak komuś da się perłę, ale włoży się ją do porannego pantofla, to ten ktoś raczej ją wyrzuci, bo będzie mu ona uwierać i nawet nie zobaczy, co wypadło z jego buta. Ta reguła znajduje zresztą potwierdzenie w Ewangelii. Uważam, że trzeba być bardzo ostrożnym w tym, kiedy i jak kieruję do kogoś swój komunikat. Wzrastałem w nurcie nowej ewangelizacji. Kierowano nas, by nastawać w porę i nie w porę, wszędzie głosić Dobrą Nowinę, nawet trochę przymuszać, co czasem przybierało niestety formę takiego emocjonalnego szantażu. Kiedy spojrzy się na efekty takiego działania, to dojdziemy do wniosku, że raczej nie jest to dobry kierunek.
W Sejmie odbyło się głosowanie, w którym zdecydowano, że na obecnym posiedzeniu nie zajmie się projektem uchwały PiS w sprawie wraku Tu154M. Za wprowadzeniem projektu pod obrady głosowało 145 posłów, 263 było przeciw, 8 wstrzymało się od głosu. Debata przed głosowaniem była niezwykle burzliwa. „Część z nas 10 kwietnia, tak jak nakazuje nasza dobra tradycja, rodzinna i narodowa, klękała przy pomnikach, grobach, kładła znicze i z narastającym zdumieniem obserwowaliśmy - ci, którzy z katastrofy smoleńskiej nie robią wiecu politycznego tylko dla których katastrofa jest powodem do autentycznej, głębokiej zadumy nad naszą historią, nad naszą przyszłością, nad kondycją naszego państwa - z coraz większym zdumieniem patrzyliśmy na tych, dla których katastrofa smoleńska i pamięć o zmarłych jest przede wszystkim polityczną drogą do domniemanego zwycięstwa w przyszłości” - powiedział Tusk, który zaznaczył, że w ostatnich dniach usłyszał wiele wezwań do zabrania głosu ws. katastrofy. „Według niektó
- Byłem pod pałacem prezydenckim z rodziną i z dziećmi tak jak wielokrotnie chodziłem dwa lata temu i tak jak poszedłem rok temu, w rocznicę. Więcej nie pójdę. Żółte tulipany od moich córek dla pani Marii i tak po kilku godzinach zgarnęli śmieciarze od Hanny Gronkiewicz-Waltz, a moją żałobę postanowił politycznie zagospodarować Jarosław Kaczyński. Dziękuję, lekcję odebrałem, więcej nabrać się nie dam - napisał Robet Mazurek w dzisiejszej "Rzeczpospolitej".
„Przecież my nie występujemy przeciwko Żydom. Występujemy przeciwko smrodowi. Gdyby tu była polska restauracja, tak samo byśmy protestowali” - mówi „Gazecie Wyborczej” Andrzej Sankowski, mieszkaniec warszawskiego apartament owca. „Smród smażonych na tłuszczu wątróbki, cebuli, czosnku, które są bardzo popularne w koszernej kuchni, jest wręcz duszący”- dodaje mężczyzna. To samo mówi inna lokatorka, która zapewnia, że smród idzie rurami do góry. Wczoraj mieszkańcy apartamentowca urządzili pikietę pod koszerną restauracją „Rambam”. "Mamy prawo do świeżego powietrza", "Stop! Wygrajmy wojnę ze smrodem", "Dość smrodu w naszych mieszkaniach" - napisali na banerach. Do restauracji przybyli inspektorzy nadzoru budowlanego. Jednak z okazji żydowskiego święta Pesach restauracja była zamknięta.
Publicysta podkreśla, że Putin z premedytacją gra na to, by przekonać świat, iż był to zamach. - Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości (ja nie miałem niemal od pierwszych dni po tragedii) to po tym, jak Rosjanie w odpowiedzi na pojawienie się przesłanek, iż w tupolewie doszło do wybuchu, demonstracyjnie okazali wybranym dziennikarzom wypucowane do czysta szczątki - gra Putina jest już jasna do bólu – czytamy w cotygodniowym felietonie Ziemkiewicza dla portalu Interia.pl.
„Trzeba zlikwidować wspólną walutę, bo euro okazało się pułapką - twierdzą nawet poważni ekonomiści” – pisze Gazeta Wyborcza.
„Ojciec Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja, odzyskuje rząd dusz na prawej stronie sceny politycznej. Jest pierwszym i jedynym, któremu udało się skłonić podzielonych polityków PiS i Solidarnej Polski” - czytamy w dzisiejszym wydaniu „Rz”.
– Włoszczowa-Północ sprawdza się jako przystanek kolejowy – mówi Maciej Dutkiewicz z PKP Polskich Linii Kolejowych. – Tym pociągom TLK i IR nikt nie kazał się we Włoszczowie zatrzymywać. Robią to, bo jest popyt na przewozy – dodaje.
Jej agent wysłał ją do Rzymu jako… prezent urodzinowy dla Silvio Berlusconiego. Tak poznała rodzinę włoskiego premiera. Nie brakowało jej niczego – miała pieniądze, piękne mieszkanie, samochód. Otaczała się największymi tego świata. Co sprawiło, że piękna i znana modelka rzuca swoją karierę i zamyka się w klasztorze? – z Anią Golędzinowską rozmawia Marta Brzezińska.
Ten werdykt sądu drugiej i ostatecznej instancji (nie licząc skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego), werdykt prawomocny pokazuje, że Wałęsa nie może być - choćby chciał - „Übermenschem", który obraża kogo chce, fałszuje ludziom (sobie?) życiorysy i ma wszystkich w ... nosie. To tym razem nie przeszło. Ale wyrok gdańskiego sądu jest też satysfakcją dla dziesiątków tysięcy ludzi podziemia, ludzi „Solidarności" i NZS, którzy pracowali i walczyli o wolną Polskę w stanie wojennym i dzięki którym Wałęsa stał się tym, kim się stał, którzy utorowali mu drogę do zaszczytów i władzy. O nich Lech Wałęsa zapomniał. Im Wałęsa nie podziękował. Ich obrażał. Tylko sobie przypisywał zasługi - im ich odmawiając. Dziś ci Kowalscy, Nowakowie, Czarneccy z podziemnej „Solidarności" i NZS dostali czytelny sygnał, że nie można nimi bezkarnie pomiatać. Oby był to taki znak „raz na zawsze".