Rosyjski wniosek dotyczył ustalenia kręgu osób, którym można przyznać status poszkodowanych w śledztwie prowadzonym przez Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej. „Nie rozumiem, czym się kierowała prokuratura, sięgając po informacje z IPN. Dane najbliższych rodzin obu pilotów są przecież w aktach sprawy, bo są one pokrzywdzonymi w polskim śledztwie. Sięgnięcie po akta IPN w tej sprawie budzi co najmniej zdziwienie” – mówi „Rz” Barski. Gazeta pisze, że nie jest jasne czy pomysł lustrowania pilotów pochodzi od Rosjan czy Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jednak wiadomo, że WPO, zwracając się do IPN o dokumenty dotyczące członków rodzin mjr. Arkadiusza Protasiuka i ppłk. Roberta Grzywny powołali się na rosyjski wniosek o pomoc prawną.
Do IPN zwrócono się o dane dotyczące jedynie dwóch pilotów tupolewa. IPN nie miał wyjścia. Zgodnie z obowiązującym prawem jest zobowiązany wydawać takie dokumenty na żądanie prokuratur. Dziennik zaznacza, że Komisja Badania Wypadków Lotnictwa Państwowego, zwana komisją Millera, do końca swej działalności nie dostała z Rosji wszystkich wnioskowanych dokumentów. Wśród żądanych przez Polskę dokumentów zabrakło m.in. kluczowych instrukcji dotyczących funkcjonowania lotniska w Smoleńsku oraz rosyjskiego lotnictwa. Polacy natomiast spełniają nawet takie życzenia Rosjan jak wydawanie dokumentów z IPN-u.
„Prezes IPN Łukasz Kamiński wyraził zaniepokojenie taką prośbą i poinformował o niej prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. Zgodnie jednak z prawem jesteśmy zobowiązani do przekazywania takich informacji prokuraturom” – mówi „Rz" Andrzej Arseniuk, rzecznik IPN.Sprawdzenie objęło aż trzy pokolenia rodzin Protasiuków i Grzywnów. W IPN nie odkryto żadnych dokumentów świadczących o współpracy bliskich pilotów z tajnymi służbami. Wdowa po Arkadiuszu Protasiuku jest zaskoczona „prześwietlaniem" rodziny męża. „Nie wiem, jak te informacje mogłyby pomóc śledztwu”- mówi w „Rz”.
Ł.A/Rzeczpospolita

