Ten werdykt sądu drugiej i ostatecznej instancji (nie licząc skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego), werdykt prawomocny pokazuje, że Wałęsa nie może być - choćby chciał - „Übermenschem", który obraża kogo chce, fałszuje ludziom (sobie?) życiorysy i ma wszystkich w ... nosie. To tym razem nie przeszło. Ale wyrok gdańskiego sądu jest też satysfakcją dla dziesiątków tysięcy ludzi podziemia, ludzi „Solidarności" i NZS, którzy pracowali i walczyli o wolną Polskę w stanie wojennym i dzięki którym Wałęsa stał się tym, kim się stał, którzy utorowali mu drogę do zaszczytów i władzy. O nich Lech Wałęsa zapomniał. Im Wałęsa nie podziękował. Ich obrażał. Tylko sobie przypisywał zasługi - im ich odmawiając. Dziś ci Kowalscy, Nowakowie, Czarneccy z podziemnej „Solidarności" i NZS dostali czytelny sygnał, że nie można nimi bezkarnie pomiatać. Oby był to taki znak „raz na zawsze".

 

Ryszard Czarnecki