Wiadomości
- Miałem wrażenie, że razem z tym plakatem, z którym można się zgadzać lub nie zgadzać, zwinięto demokrację. Tak chyba było za komuny – powiedział redaktor naczelny telewizji Razem.tv, Mateusz Dzieduszycki. W ten sposób skomentował skandaliczne zatrzymanie obrońców życia, którzy ze swoją wystawą antyaborcyjną pojechali na Przystanek Woodstock w Kostrzynie nad Odrą. Dopiero na komisariacie Mariusz Dzierżawski, szef Fundacji PRO dowiedział się, że postawiono mu zarzut prezentacji nieprzyzwoitych treści w miejscu publicznym, tj. popełnienia wykroczenia z art. 141 Kodeksu wykroczeń. - Miałem wrażenie, że policja gorączkowo poszukuje pretekstu, by uzasadnić zdjęcie nas z Przystanku Woodstock – mówił podczas wtorkowej konferencji prasowej Dzierżawski. - Brak mi słów na takie zamykanie swobody dyskusji. Państwo policyjne? Coś w tym obszarze, nie wszędzie tak jest, ale na takie praktyki trzeba reagować – dodawał Dzieduszycki, obecny podczas zatrzymania prolajferów w Kostrzynie.