Ozzy szukający nazistę? To mógł zagrać tylko Penn
Polski dystrybutor filmu popełnił dwie niewybaczalne zbrodnie. Po pierwsze nadał znakomitemu tytułowi filmu Paolo Sorrentino tłumaczenie, które śmiało może konkurować z „Wirującym seksem” oraz zareklamował film jako…komedię. „Gdyby Tarantino robił komedię, zwałby się Sorrentino”- czytamy na okładce. Suchar? Niestety w przypadku tego filmu jest to coś gorszego. "This Must Be The Place" naprawdę nie musi być reklamowane jako dzieło tarantinopodobne, bowiem nie ma nic wspólnego z duchem czołowego postmodernisty kina. Filmowi Sorrentino jest bliżej do jarmushowskich opowieści o wyalienowanym oryginale, który wyrusza w drogę w poszukiwaniu własnego „ja” niż do baletu śmierci Q. Można śmiało zestawić dzieło Sorrentino z „Broken Flowers” mistrza amerykańskiego niezależnego kina, którego ( również nieprzyzwoicie bogaty i zblazowany życiem emeryt) bohater wyrusza w drogę by „kogoś” odnaleźć. U reżysera znakomitego „Boskiego” o czołowym włoskim polityku powiązanym z mafią, bohater ma jeszcze jed