Jak podaje portal Onet.pl, powołując sie na doniesienia Informacyjnej Agencji Radiowej, 39-letnia spikerka monachijskiego radia została zwolniona w wyniku protestu oburzonych słuchaczy. Kontrowersyjna uwaga, jaką poczynił podczas audycji z 28 lipca br., wywołała prawdziwy skandal. Jedna z niemieckich par postanowiła złożyć protest, będący odpowiedzią na zachowanie przedstawicieli radiostacji.

 

Gdy zaniepokojeni słuchacze zadzwonili w tej sprawie do redakcji, znów zostali niemile zaskoczeni. 19-letnia asystentka poinformowała ich, że wypowiedź należy zinterpretować jako żart. Po takiej "radzie" również młoda pracownica radia straciła pracę w monachijskiej rozgłośni.

Śledczy z Monachium już wszczęli postępowanie w sprawie podżegania do nienawiści rasowej.

 

Niewątpliwie wykorzystywanie hasła, które milionom osób kojarzy się z cierpieniem i olbrzymią tragedią, do narzekania na niewygody jest skandaliczne. Czy jednak wszczynanie postępowania ws. podżegania do nienawiści rasowej nie jest przesadą? Czy monachijscy śledczy swoim zachowaniem służą pamięci ofiar nazizmu czy raczej politycznej poprawności i chęci polepszenia swoich statystyk?

 

AM