Jak podaje portal Wirtualna Polska, rumuńscy Żydzi już we wtorek wyrazili ubolewanie z powodu nominacji Sovy do rządu, nazywając to swoim "czasem żałoby". Natomiast organizacje pozarządowe w specjalnym oświadczeniu napisały, że jedyną właściwą reakcją na wypowiedzi socjaldemokraty jest odwołanie go ze stanowiska ministra.



Według organizacji pozarządowych i historyków nominowanie w tym tygodniu przez premiera Victora Pontę Dana Sovy na stanowisko ministra ds. kontaktów z parlamentem, zatwierdzone przez tymczasowego prezydenta Crina Antonescu, jest "niepokojącym sygnałem wobec wysiłków wzięcia przez Rumunię odpowiedzialności za własną przeszłość, w tym za udział w Holokauście".



W marcu tego roku Sova oświadczył w telewizji, że "żaden Żyd nie ucierpiał na terytorium rumuńskim" pod rządami gen. Iona Antonescu. Tymczasem, jak wynika z raportu komisji historycznej pod przewodnictwem laureata Pokojowej Nagrody Nobla Elie Wiesela, od 280 do 380 tysięcy rumuńskich i ukraińskich żydów zginęło w Rumunii i na terenach wówczas przez nią kontrolowanych w czasach Holokaustu. Jak podaje Wp.pl, Sova twierdził również, że w pogromie w Jassach w roku 1941 - jednej z największych masakr w czasach Holokaustu - "z rąk armii niemieckiej zginęły 24 osoby". Według historyków w masakrze, w której uczestniczyły siły rumuńskie, śmierć poniosło co najmniej 13 tys. Żydów.


Wirtualna Polska, powołując się na Polską Agencję Prasową, informuje, że po wspomnianych wypowiedziach Sova został usunięty z funkcji rzecznika swej Partii Socjaldemokratycznej (PSD), a przewodniczący ugrupowania polecił mu odwiedzić Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, aby "zobaczył na własne oczy tamtą rzeczywistość". Po powrocie Dan Sova, który z wykształcenia jest historykiem napisał,  że "Żydzi doświadczyli wielkiej tragedii w Rumunii".

 

AM