O co dokładnie chodzi? Otóż hormony odpowiedzialne za działanie antykoncepcyjne ostatecznie lądują w... systemach kanalizacyjnych, ale substancje te nie są zatrzymywane przez oczyszczalnie, w efekcie czego trafiają do uzdatnionej wody. Ekolodzy już znają skutki tego procederu. W ciągu ostatnich kilku lat główną przyczyną zmian w populacjach ryb był etynyloestradiol, podstawowy syntetyczny składnik większości współczesnych hormonalnych środków antykoncepcyjnych.
W USA wiele razy potwierdzono przypadki obojnactwa u ryb, u których cechy te naturalnie nie występowały. Przyczyną tego jest występowanie w wodzie syntetycznych hormonów, które są wykorzystywane właśnie w środkach farmaceutycznych, a także w gospodarce rolnej.
Najlepiej udokumentowane zanieczyszczenia i zmiany w faunie występują w Potomaku, z którego wodę pije blisko pięć milionów Amerykanów. Z podobnymi problemami borykają się także Brytyjczycy. Jednak badania, dokumentujące problem są bardzo drogie, a unijni urzędnicy, którzy chcieli ustalić skalę zjawiska narazili się już koncernom farmaceutycznym.
Tim Worstall podkreśla, że w samej Wielkiej Brytanii z hormonalnej antykoncepcji korzysta około 2,5 mln kobiet. Gdyby zaokrąglić tę liczbę do trzech milionów (dla uproszczenia rachunku ekologicznych inwestycji), każda Brytyjka łykająca „pigułki” musiałaby rocznie płacić dodatkowy tysiąc funtów podatku „ekologicznego”.
Zdaniem publicysty „Forbes'a” nierealna jest sugestia, by koszty ponosiły koncerny farmaceutyczne, ponieważ średni koszt antykoncepcji ponoszony przez kobiety w Anglii i Walii wynosi około 50 funtów. Zatem koncerny nie ponoszą wystarczających zysków, które można by naruszyć. Tak samo trudno wymagać od podatnika, by z własnej kieszeni pokrywał te wydatki. Lewica i „zieloni” przekonują przecież, że to to zanieczyszczający powinni ponosić koszty w przypadku zanieczyszczenia środowiska.
I tu, zdaniem Worstalla, dochodzimy do „nieuniknionego wniosku, że kobiety, które używają tabletek antykoncepcyjnych, powinny zostać obciążone za takie praktyki dodatkowo 1 000 funtów (czyli 1500 dolarów) rocznie. Nie możemy obciążać BP za zabijanie ryb na skutek zanieczyszczenia wody, jeśli nie będziemy za to obciążać także innych”.
eMBe/Pch24.pl/Forbes.com

