Tylko u nas
Każda rewolucja potrzebuje bohaterów. Każdy masowy ruch społeczny, kontestacyjny, związkowy, reformatorski, robotniczy, chłopski czy inteligencki potrzebuje symboli, liderów i męczenników, których można umieszczać na sztandarach i ulotkach, na cześć których można wznosić płomienne okrzyki, i ich z imionami ruszać na barykady czy barierki zabezpieczające parlamenty. W najbardziej newralgicznym momencie obrony praworządności Trzecia ErPe przeżywa kreatywną zapaść. Większość liderów, autorytetów, ale co gorsza, również resortowych męczenników wygląda jak wystrugana z banana. Dowodem na to, że w krótkim czasie można wykreować i ustanowić spersonifikowany, powszechnie rozpoznawalny i identyfikowany jednoznacznie symbol konkretnej sprawy jest Tommy Robinson- brytyjski działacz prawicowy na rzecz wolności słowa i walki z islamizacją Anglii. Jego imię wyśpiewywane jest na wielotysięcznych marszach przez znajdujące się przez wiele lat w politycznej defensywie ugrupowania o narodowych, chrześcij