Rodzina
Rysownik nie ma najmniejszych wyrzutów sumienia, że uczestniczy w procederze głęboko upadlającym kobiety, ale i mężczyzn, którzy z takich usług korzystają (a jego zdaniem korzystają wszyscy). Jeśli nad czymś ubolewa to jedynie nad ich wyrzutami sumienia. „Dzięki nim mój mózg produkuje substancje, które sprawiają, że mniej wydam na narkotyki. Więc mówię im, żeby przestały się przejmować tym społecznym piętnem – bo one wciąż mają głębokie poczucie potępienia i tego, że są grzesznicami. W większości zresztą to poczucie – o paradoksie – pogłębiają w nich klienci. Bo problemem nie są prostytutki, tylko klienci, to oni są potworami w tym układzie. Gdyby nie klienci, to ten zawód byłby szanowaną i pożądaną wśród kobiet profesją” - podkreśla.