I jeśli ktoś chciał lepszego dowodu na to, że współczesne ideologie genderowe (a także rozmaite homo i transideologie) robią ludziom wodę z mózgu, to trudno szukać lepszego. Stwierdzenie faktów, oczywistych dla każdego, kto ma minimalne pojęcie o biologii, że genetyczny mężczyzna nie może stać się genetyczną kobietą – uznane zostaje za obraźliwe czy ostre. Nie jest to zrozumiałe nawet z perspektywy operacji zmiany płci, która – jak to potwierdzają nawet lekarze – oznacza upodobnienie do płci przeciwnej, a nie jej zmianę.
Dowodów na to jest aż nadto. Ale wystarczy tu przytoczyć osoby bardzo dobrze znającej się na rzeczy. - 80 procent osób transseksualnych nie poddaje się operacji - mówiła Grodzka w „Kropce nad i” Moniki Olejnik. Co to oznacza? Otóż tyle, że w przypadku zmiany płci z mężczyzny na kobietę zachowuje się (przynajmniej część) męskich narządów. Nie rozstrzygam i nie zajmuje mnie to, czy tak jest w przypadku osoby, o której była mowa. Istotne jest, co innego, że pod wpływem ideologii zaciera się nawet biologiczne różnice między płciami. I próbuje dowodzić, że wielka tragedia jaką niewątpliwie jest transseksualizm jest normą, którą – co więcej można wyleczyć – poprzez okłamywanie człowieka i zafałszowywanie rzeczywistości.
Jak będzie wyglądać świat, w którym takie myślenie stanie się normą nawet trudno sobie wyobrazić. Jedno nie ulega wątpliwości będzie on jeszcze gorszy niż to, co zafundowali nam komuniści. I dlatego Benedykt XVI tak mocno ostrzega chrześcijan przed ideologiami gender, które jego zdaniem są jednym z większych zagrożeń, przed jakimi staje obecnie chrześcijaństwo.
Tomasz P. Terlikowski
