Poczęte, by je zabić
- To, że kobieta chce mieć dziecko za pośrednictwem zapłodnienia pozaustrojowego, a potem abortuje je, bo nie jest wystarczająco doskonałe jest samolubne i okrutne – podkreśla Andrea Williams z Christian Concern.
Kategoria
Sekcja: Lifestyle i obyczaje
- To, że kobieta chce mieć dziecko za pośrednictwem zapłodnienia pozaustrojowego, a potem abortuje je, bo nie jest wystarczająco doskonałe jest samolubne i okrutne – podkreśla Andrea Williams z Christian Concern.
Chodzi o wywiad, jaki "Gazeta Wyborcza" przeprowadziła wywiad z prof. Waldemarem Kuczyńskim z Białegostoku na temat in vitro. Jak piszą proliferzy, "głównym celem publikacji jest lobbing na rzecz dopuszczalności zamrażania ludzi w stadium zarodkowym". Co ciekawe, prof. Kuczyński podaje szokujące fakty. Jedna z nich dotyczy szkodliwości stymulacji hormonalnej, której poddaje się kobiety przed pobraniem komórek jajowych. Naukowiec mówi, że "stymulacja hormonalna powoduje przerost śluzówki macicy i torbiele na jajnikach. Groźba powikłań rośnie wraz z liczbą stymulacji hormonalnych. W dodatku pobranie komórek jajowych odbywa się metodą punkcji jajników, co jest przykre i może powodować powikłania, np. zrosty. Do tego trzeba dodać cierpienie pacjentek związane z samą stymulacją hormonalną. I cierpienia psychiczne związane z kolejnymi niepowodzeniami".
Ogólnie mówiąc, dane pochodzą głównie od organizacji aborcyjnych i instytucji rządowych. Jednym z najbardziej poważnych generatorów takich krajowych i międzynarodowych statystyk jest amerykański The Guttmacher Institute (GI). Instytucja ta jest nie tylko proaborcyjna, ale została specjalnie stworzona do celów „naukowych” przez Planned Parenthood (największego amerykańskiego providera aborcji), więc jej obiektywizm możemy włożyć między bajki. Pochodzące od GI dane mogą być niedokładne z wielu powodów. Po pierwsze, w przypadku Stanów Zjednoczonych oparte są one na tym, co w formie badań ankietowych, dobrowolnie, co 3-4 lata zgłaszają jej abortoria (tzw. kliniki aborcyjne). Jak podaje Dennis Howard z The Movement for a Better America, prawdziwe liczby mogą być o 20-30 procent wyższe, gdyż „aborcje” z powikłaniami i opłacane gotówką mogą być celowo zatajane.
- Czy można pójść dalej w wypadku, gdy zaprzestanie leczenia nie wystarczy, by przynieść ulgę cierpiącym chorym? To wymagałoby aktu medycznego, który wynikałby ze wspólnej przemyślanej decyzji – pytał eutanazista Hollande. I zapowiedział powołanie specjalnej komisji, która zajmie się myśleniem nad koniecznością wprowadzenia we Francji „prawa do eutanazji”.
- Żaden projekt dotyczący in vitro w tej kadencji nie uzyska poparcia większości Sejmu i to mnie boli - stwierdził w "Poranku Radia TOK FM". - Ta sprawa po raz kolejny zostanie zamieciona pod dywan. Politycy - mówię o nas, całej klasie politycznej - od 20 lat chowamy głowę w piasek i nie wygląda na to, żebyśmy mieli zamiar przywrócić tę głowę do pionu – dodał.
Na początku listopada 2011 roku ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego Szpitala Bielańskiego Romuald Dębski przyznał, iż na jego oddziale dokonuje się aborcji niepełnosprawnych dzieci. Przez kilka kolejnych miesięcy pod Szpitalem gromadzili się członkowie i sympatycy Fundacji Pro – prawo do życia, aby wyrazić swój sprzeciw. Na początku marca 2012 r. Fundacja wystosowała list do Dyrekcji warszawskiego Szpitala Klinicznego im. Dzieciątka Jezus, w którym zapytano o to, czy dokonuje się w nim aborcji ze względu na podejrzenie choroby u nienarodzonego dziecka. Po prawie miesiącu zwłoki, szpital odpowiedział twierdząco. Obrońcy życia przenieśli więc protest przed mury szpitala im. Dzieciątka Jezus przy Placu Starynkiewicza. Od kwietnia, podczas cotygodniowych pikiet, prezentują pacjentom i pracownikom szpitala duży plakat, który przedstawia zwłoki zmasakrowanego dziecka, które padło ofiarą aborcji.
Na jednym z kursów przedmałżeńskich młodzi ludzie mieli się dowiadywać o tym, że w przypadku zagrożenia życia matki aborcja jest dopuszczalna. Jeśli rzeczywiście tak było, to albo prowadzący źle zrozumiał pytanie, albo był niekompetentny i udzielił odpowiedzi niezgodnej z nauczaniem Kościoła. Tak o tej sytuacji mówi ks. dr hab. Piotr Kieniewicz z Katedry Teologii Życia, KUL.
Tekst Magdaleny Środy poświęcony zapłodnieniu in vitro nie może być zaliczony do grupy „złotych myśli”. Nie jest on bowiem zwyczajnie śmieszny, ale pełen kłamstwa i manipulacji, które niegodne są profesora filozofii czy choćby pracownika naukowego.
1771 przebadanych kobiet zostało zapytanych o różne apsekty ich stylu życia: dietę, picie alkoholu, palenie papierosów, aktywność fizyczną i zażywanie leków na receptę, w tymdoustnych środków antykoncepcyjnych. Następnie obliczano związek pomiędzy każdym z tych czynników a skurczowym i rozkurczowym ciśnieniem krwi.
Sprzeciw Kościoła czy ludzi wierzących przeciwko metodzie in vitro, wbrew temu, co plecie Stefan Niesiołowski nie wynika z tego, że prawica (czy talib Terlikowski) nienawidzi dzieci albo chce dotknąć do żywego członków PO, ale z tego, że jest to metoda, w trakcie której giną ludzie, i naruszana jest godność aktu małżeńskiego. I twierdzenie to nie wynika z mojej złośliwości (swoją drogą nie jestem, wbrew temu, co mówi Niesiołowski, politykiem), ale z nauczania Kościoła. Sprzeciwiając się temu stanowisku, opowiadając się za in vitro Niesiołowski sprzeciwia się nauczaniu papieskiemu i naraża na ekskomunikę, a przynajmniej publiczny grzech ciężki.
John Godson już wczoraj zapewnił, że jest za in vitro (co oznacza dla informacji zielonoświątkowego duchownego, że jest za eugeniką, zamrażaniem istot ludzkich, a nawet ich likwidacją), i że dlatego był przeciwko dyscyplinie (swoją drogą to absurd, bo jakoś nie słychać było, by mainstream PO był przeciwko zapłodnieniu na szkle). Stefan Niesiołowski oznajmił, że ekskomunika dla posłów popierających in vitro byłaby wielką kompromitacją Kościoła, a on w ogóle nie przejąłby się, gdyby został wykluczony z Kościoła, bo za swoje czyny odpowie przed Bogiem, a nie przed arcybiskupem Michalikiem.
Tekst Marzeny Chincz (pod niezwykłym tytułem „Terliko-kato-rodzina”) jest godzien uwagi raczej dla psychoanalityków, którzy mogliby z niego wyczytać w jakim modelu rodziny wychowywała się sama Chincz. Ale z pewnych powodów warto go przeanalizować, pokazuje on bowiem, co myślą o rodzinie i małżeństwie nasze polskie feministki, i jaką przyszłość chcą zgotować normalnym Polakom. A wizja to dość przerażająca, w której każdy, kto uznaje, że kobiety i mężczyźni się różnią, że ojciec ma inne zadania niż matka, jest zwolennikiem „wykastrowania ojcostwa do pojawiania się na akademiach” i „uczenia chodzenia dziecka po drzewach”.
"Dobrze, że aborcji nie widać, bo po tamtej aferze pewnie też by mnie ciągle pytali, chociaż to się działo w czasach prehistorycznych" - prowokuje Czubaszek, aby za chwilę opowiedzieć dziennikarzowi poczytnego czasopisma, że wystąpiła niedawno w satyrycznym "Szkle kontaktowym" w ciemnych okularach, ponieważ przeszła zabieg chirurgiczny.
„Radzę redaktorowi Terlikowskiemu, żeby chociaż raz porozmawiał z takimi osobami i zobaczył, jak one kochają swoje dzieci. Kobiety z okładki wychowują dziecko jednej z nich z poprzedniego związku z mężczyzną. To nie jest tak, jak może się wydawać panu Terlikowskiemu, że ten chłopczyk jest poczęty z nasienia znajomego kolegi geja i jest kaprysem rozmówczyń, które zapragnęły mieć "dziecko zabawkę". Nie. One naprawdę kochają tego synka. Podobnie zresztą jak i inne pary homoseksualne, wychowujące dzieci, które odważyły się z nami porozmawiać na ten temat” – odpowiada na portalu naTemat.pl na moje zarzuty Renata Kim.
„Już niedługo będzie można w cenie jednego pendrive´a sprawdzić wszystkie chromosomy. W ten sposób zmaleje szansa przeżycia dzieci z upośledzeniem” – powiedział bp Losinger ukazując, jak niebezpieczny będzie dostęp do takich badań. Augsburski biskup przypomniał, że każdy człowiek ma swoją godność od momentu poczęcia, tymczasem doszło do dziwnego odwrócenia porządku, gdy lekarz musi się tłumaczyć z tego, że nie ostrzegł rodziców przed ewentualnymi wadami genetycznymi oczekiwanego dziecka.