Działania Prawa i Sprawiedliwości, które chce zwrócić uwagę na los dzieci poczętych metodą in vitro, które nie przeszły procedury selekcji i nie zostały uznane za godne przyznania im prawa do narodzenia, są ważne, bowiem nie pozwalają zapomnieć opinii publicznej i politykom o realnych, ludzkich kosztach procedury zapłodnienia pozaustrojowego. Ale trudno je uznać za wystarczające. Tu trzeba czegoś więcej, trzeba przygotowania projektów, które uniemożliwią mrożenia ludzi na najwcześniejszym etapie rozwoju. W ten sposób ograniczony zostanie najbardziej etycznie drażliwy element procedury zapłodnienia in vitro, jakim jest niszczenia ludzkich zarodków lub skazywanie ich na trwanie w ciekłym azocie. Nie rozwiąże to problemu całkowicie, ale przynajmniej ograniczy skalę związanego z zapłodnieniem in vitro ludobójstwa.

 

Wiem, że to nie będzie proste, ale od polityków trzeba wymagać nie tylko apeli, ale także – co nie mniej istotne – skutecznych działań w obronie życia ludzkiego. I nie wykluczam, że także wśród posłów PO, PSL (bo co do PiS i Solidarnej Polski nie mam większych wątpliwości) znajdą się politycy, którzy za zakazem mrożenia zagłosują. Ale, żeby to się stało możliwe trzeba najpierw wyjąć projekt Solidarnej Polski zakazu mrożenia zarodków z sejmowej zamrażalki i doprowadzić do jego przegłosowania. Czy to możliwe? Wierzę, że wciąż jeszcze tak. Ale zamiast ścigać się na deklaracje trzeba zacząć trudną politycznie pracę pozyskiwania głosów. To zaś wymaga realnej pomocy hierarchów Kościoła, którzy powinni wciąż na nowo przypominać katolikom o ich obowiązkach, także tych związanych z polityką.


Tomasz P. Terlikowski