„Według gender za dyskryminację uważa się nazwanie człowieka kobietą, mężczyzną”
Poniżej podajemy pełną treść oświadczenia
Kategoria
Sekcja: Lifestyle i obyczaje
Poniżej podajemy pełną treść oświadczenia
Polska Federacja Ruchów Obrony Życia - zrzeszająca 130 organizacji prorodzinnych, z wdzięcznością przyjmuje List Pasterski Episkopatu Polski na Niedzielę Świętej Rodziny.
Możliwość rejestrowania związków osób tej samej płci dopuszcza 7 procent Litwinów, 4 procent podchodzi do takiego pomysłu neutralnie. 10 procent odmówiło odpowiedzi na tak postawinone pytania, a 79 procent odrzuciło taką możliwość.
Dawno nie uśmiałem się tak, jak przy lekturze tej książki. Ostatnie dwa wieczory przed narodzinami Uli, siedzieliśmy z żoną na fotelach i czytaliśmy – każdy jeden – tomy książek Miriano. Ona „Wyjdź za mąż i poddaj się. Ekstremalne przeżycia dla nieustraszonych kobiet”, a ja „Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć. Prawdziwi mężczyźni dla nieustraszonych kobiet”. I co chwila oboje śmialiśmy się do rozpuku czytając sobie kolejne fragmenty książki, która nie tylko świetnie opisuje rzeczywistość naszego domu, ale także znakomicie punktuje absurdy feministek, a także rozmaitych tolerancjonistów. A robi to z humorem i świadomością własnych braków.
Dziś w Kościele wspominamy ofiary zbrodni Heroda, czyli ówczesnego, z czasów Ewangelii, zwolennika wolności wyboru. On tak jak współcześni zwolennicy aborcji czy eutanazji, też był zdania, że człowiek może wybierać czy inny człowiek ma prawo do życia, i czy jest człowiekiem czy nie. On, wszystko na to wskazuje, nie miał szansy się nawrócić, ale współcześni nam Herodowie taką szansę mają. Dlatego drodzy zwolennicy „wolności wyboru”, która oznacza wolność zabijania życzę Wam, i to zupełnie szczerze, nawrócenia. Abby Johnson, Irene van der Wende, drv Stojan Adašević – są tego doskonałym przykładem. A my, tu na Frondzie, ale i w wielu innych miejscach, zawsze chętnie Was przyjmiemy. Wojowników dobrej sprawy nigdy za wielu. A nawróceni są często najbardziej mocarni...
- Polacy są katolikami, ale stosują środki antykoncepcyjne. Szkoda, że pani Bratkowska nie wie o tym, że są środki antykoncepcyjne, skoro nie chciała mieć dziecka. Feministki tak pouczają kobiety, że powinny je brać - skomentowała sprawę Olejnik.
- Niestety przyjmowanie perspektywy zwierzęcia wciąż jest rzadkie – przekonuje na łamach „Krytyki Politycznej” Dariusz Gzyra. I podkreśla, że w dyskusji powinien przebić się głos zwierząt, które „postawione przed możliwością wyboru zawsze i bezbłędnie wybiorą życie – zarówno ponad nóż trzymany przez uduchowionego rzezaka, jak i pistolet bolcowy znieczulonego rutyną pracownika rzeźni”.
Rozmowa u Moniki Olejni była wczoraj wielce pouczająca. Gdy Marzena Wróble podziękowała Komisji Kodyfikacyjnej za projekt zmiany zapisów prawnych, dzięki którym dziecko w łonie matki będzie określane dzieckiem, a nie ciąża, usłyszała od Kazimiery Szczuki, że prezentuje język religii i Biblii. - To niech pani wyjmie sobie z tego błogosławionego łona to dziecko i z nim rozmawia – oznajmiła Szczuka, co miało być jej zdaniem dowodem na nieludzki status człowieka w łonie matki.
Ksiądz Gancarczyk nie bawi się w ściemnianie i jasno pokazuje, jakie są źródła ogólnego wyśmiewania pomysłu głosowania rodzinnego. „Propozycja jabłuszkowej partii Gowina zostanie zabita kpiną przede wszystkim dlatego, że wykracza daleko poza samo głosowanie. Gdyby została wprowadzona, wzmocniłaby niezmiernie zarówno samą rodzinę, jak i władzę rodzicielską. A tę współczesna cywilizacja stara się pomniejszać. Nagle ojciec i matka na przykład sześciorga dzieci staliby się kimś, o kogo koniecznie trzeba zabiegać, kogo trzeba traktować jak największy skarb. Co tam singiel – do zaoferowania ma jakiś jeden śmieszny głos. Niespecjalnie trzeba sobie nim zaprzątać głowę. Co innego tata, dajmy na to, piątki pociech. Ten miałby siłę w garści. Oprócz swojego głosu jeszcze pięć innych. Idąc do lokalu wyborczego, byłby traktowany jak panisko. A przed mamą ósemki dzieci działacze partyjni rozwijaliby czerwony dywan, dłuższy niż na gali w Hollywood. Taka mama byłaby hołubiona niczym królowa. Wreszcie r
Ewa Siedlecka rozprawia się w ten sposób z pomysłem Joanny Kluzi-Rostkowskiej, która postulowała, że rodzice powinni móc wybrać linię edukacyjną dla swojego dziecka, i by mogli wybrać, czy chcą by było ono w szkole deprawowane czy wychowywane do czystości. Na taki wybór nie może być zgody. Zdaniem Siedleckiej oznacza on bowiem „terror autonomii rodziny”.
Bł. Jan Paweł II ponad dwadzieścia lat temu przestrzegał, że demokracja bez wartości przekształca się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm. I niestety te jego słowa realizują się na naszych oczach. Lewaccy totalitaryści, w imię wymyślonych przez siebie pseudowartości, wprowadzają niszczące rodzinę rozwiązania, nie kierując się w najmniejszym stopniu opinią własnych obywateli. Ci ostatni mają milczeć i podporządkować się, a jeśli głosują przeciw, to i tak zostaną do pewnych rozwiązań zmuszeni.
A słowa te mają być argumentem przeciwko wykładowi ks. prof. Pawła Bortkiewicza. Problem polega na tym, że ksiądz profesor nie jest biskupem, i niczego nie zakazywał, a jedynie chciał przedstawić argumenty pewnej strony debaty na temat ideologii gender. Marksiści-genderyści jednak na taką debatę się nie godzą. Oni chcą być jak święte krowy i nie pozwolić, by ktokolwiek krytykował nienaukowe fundamenty teorii gender czy skandaliczne skutki społeczne ideologii politycznej związanej z tym nurtem myślenia o świecie.
Dziecko musi mieć ojca i matkę. To jest absolutna podstawa. Bardzo źle się stało, że ojcowie nie są już autorytetem dla własnych dzieci. To ogólny trend światowy, który zaczął się w '68 roku od rewolucji seksualnej. Dziś efekty tego wszystkiego widać u nas, to się dzieje. Na siłę wyrzuca się ojca z domu, żeby nie był z dziećmi. Ojciec musi pracować na dwóch albo trzech etatach, a jeszcze nie daj Boże, za granicą. Jaki jest tego cel? Głównie chodzi o to, żeby młody człowiek miał wypaczone widzenie Ojca Niebieskiego, Pana Boga.
Naukowcy z Research Institute of the McGill University Health Center przeprowadzili badania na myszach, które podobnie jak ludzie są monogamiczne i wychowują wspólnie potomstwo. I badania te wykazały zupełnie jednoznacznie, że myszki odseparowane od ojców są bardziej agresywne i wykazują silne tendencje antyspołeczne. - Deficyty zachowań są identyczne, jak te obserwowane u dzieci wychowywanych bez ojca – podkreśla dr Gabriella Gobbi.
Michał Baran, Inicjatywa "Jeden z nas"*: W imieniu Fundacji "Jeden z nas" proszę o pomoc w dotarciu do obywateli z informacją o jutrzejszym (wtorkowym) głosowaniu w europarlamencie.