Terlikowska: Po co robić z matki męczennice?
Tak, szkodliwe, bo mam wrażenie, że te wszystkie przerysowane teksty piszą po prostu osoby niedojrzale, które nagle zorientowały się, że nie mają zabawki, która będzie leżała modnie ubrana i się wyłącznie uśmiechała, ale dziecko. Małego człowieka z krwi i kości, który ma swoje potrzeby, którego czasem coś boli, uwiera, jest głodne, albo mu po prostu za ciepło lub za zimno. Człowieka z całą jego fizjologią – czasem mu się uleje, czasem wycieknie mu zawartość pieluchy, czasem efektowny gil oklei matki bluzkę. No i co z tego? Czy to doprawdy jest życiowy kataklizm? Czy może to rzeczywistość, nad którą trzeba przejść do porządku dziennego. Zamiast więc użalać się nad ciężkim losem matki (aż brzmi to śmiesznie w czasach jednorazowych pieluch), trzeba zakasać rękawy i działać – wytrzeć, zmienić pieluchę, przebrać. Ot, i cała filozofia. Dlatego złoszczą mnie takie obrazki, jak te zamieszczone na jednym z portali i opatrzone tytułem: „Obsikane stopy, rzucanie się jedzeniem... Tak wygląda rzecz