Terlikowska: Zadowoleni jak... wielodzietni
Tam, gdzie się pojawiamy, robimy sporo hałasu i zamieszania. Dlatego niektórzy traktują nas z bardzo dużym dystansem. Może to obawa o liczne dobra materialne, które mogłyby zostać zniszczone przez niemogące usiedzieć w spokoju dzieci, a może to strach przed tym, że jeszcze ktoś się od nas wielodzietnością zarazi. Bo ona bywa zaraźliwa. Nic bowiem tak pozytywnie nie działa jak świadectwo życia innej dużej rodziny. Fakt, nie jest to życie wygodne. Ale w końcu życie to nie sanatorium i warto się zmęczyć. Bo dopiero w perspektywie zmęczenia to ogromne dobro, którego doświadczamy, czyli duża rodzina, w pełni ukazuje swoją wartość. Tak, jest to wszystko okupione trudem i zmęczeniem, ale tym bardziej jest cenne. I warte troski, a nie tylko głupich docinków czy komentarzy, których chcąc nie chcąc musimy wysłuchiwać niemal każdego dnia.