Adoptowany syn przez sześć lat szukał swoich biologicznych rodziców. Chciał im podziękować za to, że wybrali życie
Przez sześć lat szukał swoich biologicznych rodziców. Chciał podziękować im za to, że wybrali życie.
Kategoria
Sekcja: Lifestyle i obyczaje
Przez sześć lat szukał swoich biologicznych rodziców. Chciał podziękować im za to, że wybrali życie.
Czy słyszałeś o facecie, który w dziesiątą rocznicę ślubu zaskoczył swoją żonę, „zdeklarowanego nerda”, i urządził przyjęcie weselne dla geeków? Przez osiemnaście miesięcy przygotowywał imprezę pełną nawiązań do ulubionych zjawisk popkulturowych żony. Drużbowie mieli pod garniturami symbole superbohaterów. Każdy poziom tortu weselnego był poświęcony jednemu z ich ulubionych motywów lub seriali telewizyjnych (Superman, Gwiezdne wojny, Firefly i Doktor Who) i odpowiednio udekorowany. Obrączki niósł ich czteroletni syn w stroju Supermana. Ten człowiek zdołał utrzymać sprawę w tajemnicy przed żoną, choć wiedzieli o niej wszyscy znajomi i cała rodzina.
W niedzielne przedpołudnie do sióstr boromeuszek przyszła matka, która oddała swego pięciotygodniowego chłopca. Swego synka przekazała zakonnicom.
Tam, gdzie się pojawiamy, robimy sporo hałasu i zamieszania. Dlatego niektórzy traktują nas z bardzo dużym dystansem. Może to obawa o liczne dobra materialne, które mogłyby zostać zniszczone przez niemogące usiedzieć w spokoju dzieci, a może to strach przed tym, że jeszcze ktoś się od nas wielodzietnością zarazi. Bo ona bywa zaraźliwa. Nic bowiem tak pozytywnie nie działa jak świadectwo życia innej dużej rodziny. Fakt, nie jest to życie wygodne. Ale w końcu życie to nie sanatorium i warto się zmęczyć. Bo dopiero w perspektywie zmęczenia to ogromne dobro, którego doświadczamy, czyli duża rodzina, w pełni ukazuje swoją wartość. Tak, jest to wszystko okupione trudem i zmęczeniem, ale tym bardziej jest cenne. I warte troski, a nie tylko głupich docinków czy komentarzy, których chcąc nie chcąc musimy wysłuchiwać niemal każdego dnia.
Ta wyróżniająca się para celebrytów, publicznie zobowiązała się do życia w czystości aż do ślubu. W tym tygodniu pobrali się, a ich wesele było bajeczne!
Pomiędzy sferą sakralną a profaniczną w życiu społecznym znajduje się czas odpoczynku. To, co przynależy do obowiązku pracy, zostaje zawieszone, a to, co zwykło się oddawać Bogu, już wypełniono. Pomiędzy sferą sakralną a profaniczną w życiu społecznym znajduje się czas odpoczynku. To, co przynależy do obowiązku pracy, zostaje zawieszone, a to, co zwykło się oddawać Bogu, już wypełniono. Wchodzimy w tak zwany wywczas (wkroczenie w czas) – termin, którym Słowianie określali szczególną porę swobody, beztroski, często na łonie natury. Uznawali, że harmonizuje ona okres trudu, wysiłku i cierpienia, sprawiając, że nabieramy duchowej mocy do dalszej wędrówki przez życie. Starożytność Nie każda kultura w równym stopniu doceniała istnienie sfery odpoczynku. Rzymianie łączyli ją ze świętowaniem i określali szerokim terminem feriae, do którego mieli dość pejoratywny stosunek: słynne ignavis semper feriae („lenie zawsze mają święto”). Wszystko to, co odrywa nas od codziennych czynności, jest podej
Upokarzania rodzin ciąg dalszy. Po serii artykułów dotyczących pijaństwa i patologii rodzin wielodzietnych, rachmistrzowie z Bożej łaski zaczęli sprawdzać, na co idą pieniądze, które rodziny dostają w ramach programu 500 plus. Jak widać, przemysł spirytusowy jakoś zysków specjalnych nie odnotował (a przynajmniej o tym na razie cicho), za to ten tekstylny oraz obuwniczy a i owszem. Dziennikarze portalu „NaTemat” odkryli bowiem, że rodzice ruszyli do sklepów, by kupić dzieciom ubrania. Nie, nie poszli do najbardziej ekskluzywnych sklepów, żeby tam szastać gotówką od państwa. Poszli do sieciówek. Tanich sieciówek, żeby przed wakacjami kupić dzieciom nowe buty i ubrania. Po prostu skandal. „Patodzieci” (określenie zaczerpnięte od młodych, wykształconych i z wielkich ośrodków) objęte programem 500 plus już z samej definicji powinny przecież chodzić gołe i bose. I koniecznie jeszcze umorusane. Po co im ubrania. Ewentualnie mogą donosić coś po bracie lub siostrze. I git. Takie myślnie, jakże
„Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci” – słowa te to nie pusta formułka powtarzana za kapłanem w pięknych i wzruszających okolicznościach, a publicznie złożona obietnica, która niesie ze sobą określone konsekwencje. Wygłaszana tylko dlatego że tak wypada, że rodzice nalegają, a ciotki i babcie płaczą nad życiem młodych bez ślubu, to pomyłka, która znajduje często odzwierciedlenie w statystykach rozwodowych. Statystykach, które optymistyczne nie są, jeśli zdamy sobie sprawę, że średnio co trzecie polskie małżeństwo się rozpada. Spora grupa z nich to małżeństwa sakramentalne, które ślubowały sobie miłość aż po grób w obecności Boga, kapłana, świadków, rodziny i znajomych. Przysięga małżeńska to także publiczne zobowiązanie do przyjęcia i wychowaniu po katolicku dzieci, którymi młodych obdarzy Bóg. Trudno jednak po katolicku wychowywać dzieci, kiedy samemu nie jest
Większość rodziców lubi chwalić się swoimi dziećmi, jednak rodzina z Karoliny Północnej może dosłownie powiedzieć, że ich córki są "jedne na milion".
Heteroseksualna większość powoli jest kneblowana przez homoseksualną mniejszość. W imię tolerancji zawłaszcza ona sobie coraz to większe obszary i domaga się takiej zmiany rzeczywistości, która respektować ma coraz bardziej absurdalne pomysły inżynierów społecznych. Zaczęło się od formularzy. Niby sprawa banalna. Ot, świstek papieru. Tyle że zamiast słowa „mama”, „tata” pojawiły się na nich wyrażenia „rodzic A” i „rodzic B”. Tak, by nikt nie czuł się urażony. Choć taki zapis też idealny nie jest, bo może sugerować pewną nierówność. „A” jest w alfabecie przed „B”, czy więc przypadkiem nie jest ważniejsze? Jego częstotliwość występowania w rozmaitych wyrazach też jest znacznie większa, więc może nawet nieświadomie ktoś uzna, że skro ktoś jest rodzicem A to jest ważniejszy niż rodzic B? Mnie już doprawdy chyba nic nie zdziwi.
Co prawda singlowi też łatwo nie jest, wkoło same pary albo rodziny z dziećmi, obowiązkowo rozwrzeszczanymi. Ani ciszy, ani spokoju zaznać się nie da. Wychodząc więc naprzeciw singlom, niezawodna „Gazeta Wyborcza” przygotowała poradnik: „Wakacje singla: jak cieszyć się samotnym urlopem wśród rodzin i par”. W rolę tytułowego singla wcieliła się dziennikarka „GW”, która de facto singlem być przestała jakiś czas temu, ale co tam. Od czasu do czasu wszak za singielstwem ponoć tęskni każdy, a przynajmniej za ciszą i spokojem, które związane są z brakiem dzieci i… jak się okazuje także męża czy partnera. Stąd subiektywny poradnik, ukazujący plusy samotnych wakacji.
Taki pomysł mają ojcowie pokrzywdzeni przez sądy. Mają oni swoją fundację, która ma pomagać tym panom, którzy z jakiegoś powodu zostali niesprawiedliwie potraktowani przez wymiar sprawiedliwości i jak rozumiem swoje już byłe żony. Dlatego też na swojej stronie internetowej publikują przykłady „pism procesowych i nie tylko”. To nie tylko to intercyza przedmałżeńska. I bynajmniej nie dotyczy ona podziału majątku. Odnosi się natomiast to zasad obowiązujących w rodzinie. Zasad dotyczących kwestii choćby zaangażowania zawodowego małżonków, wspólnego spożywania posiłków czy pożycia małżeńskiego. Zdaję sobie sprawę, że małżeństwo bez aspektu seksualnego nie istnieje, ale regulowanie tej sfery życia jakimiś zapisami, nawet poświadczonymi notarialnie (o ile jakiś prawnik w ogóle zająłby się taką kwestią) to już gruba przesada.
Matki Polki, siłaczki. Wiecznie zabiegane, wiecznie zmęczone, tak skoncentrowane na dzieciach i rodzinie, że nie pamietające o sobie i swoich potrzebach. W potocznym rozumieniu matka Polka to kobieta zaniedbana, z rękami wyciągniętymi do samej ziemi od noszenia ciężkich siat. Dziś to określenie pejoratywne, brzmiące niczym obelga. Na dodatek utożsamiane z patriotyzmem, co – dla ruchów feministycznych i lewicowych zwalczających ten symbol – jest ogromnym grzechem. „Matka Polka to formuła udziału kobiet w polskiej wspólnocie narodowej. Przez macierzyństwo kobieta w Polsce wkupia się w tę wspólnotę” – pisała w 1996 roku Sławomira Walczwska. I choć figura Matki Polki doczekała się solidnych opracowań socjologicznych, społecznych, literackich, to ciągle nie wzbudza ona szacunku. Częściej pogardę. Gardzi się więc matką Polką za to, że ma dzieci, za to, że rezygnuje z pracy, by te dzieci wychowywać, za to, że gotuje mężowi obiady. Obraża się ją nieustannie, w mniej lub bardziej wulgarny sposó
Świadectwo Magdaleny i Wiesława Grabowskich, świeckich rekolekcjonistów – o tym, jak Bóg stał się obecny w ich życiu małżeńskim.