Rodzina
Kiedy nasze dzieci nie chodziły jeszcze do szkoły wakacje nad Bałtykiem planowaliśmy w czerwcu, przed sezonem. Było cicho, spokojnie, stragany zamknięte na cztery spusty, „mordownie”, w których alkohol lał się strumieniami, także. Po prostu bajka. Parę tygodni później zaczynał się już nadmorski Armagedon. Tak było dziesięć lat temu, kiedy program 500 plus nikomu się nie śnił, tak jest i teraz. Jeśli ktoś w sezonie wybiera najbardziej uczęszczane miejscowości, to sam sobie winien. Jeśli szuka ciszy i spokoju, to nie ten czas, ani ten kierunek. Ładować się świadomie tam, gdzie tłok, ścisk i hałas, żeby wypocząć, to porażka. Ale co kto lubi. Ja nie lubię, więc ani w lipcu, ani w sierpniu się tam nie wybieram. Za to wybrała się Superniania, która bynajmniej nad morzem nie wypoczywa, tylko lustruje polskie rodziny, by tropić „efekt programu 500 plus”: „Ten nawał rodzin z dziećmi bije po oczach (ojej, może po prostu są wakacje – dop. MT). Z jednej strony fantastycznie, bo wiele maluchów pier