Język miłości redaktora Lisa
Cały tekst jest zresztą napisany w podobnym duchu. Lis rozkoszuje się „mową miłości” i zaczyna od empatii wobec „buczących”. „Gdyby ktoś z nas też od lat był faszerowany prawie wyłącznie nienawistnym bełkotem Kaczyńskiego i Macierewicza? Gdyby ktoś z nas dzień w dzień przez lata łykał porcje nienawiści do wszystkiego co nie PIS-owskie, serwowane przez Ziemkiewicza, Zarembę, Karnowskich, Sakiewicza i innych, obdzielających lud swymi skądinąd uzasadnionymi kompleksami i frustracjami?” - oznajmia z gracją właściwą dziennikarzowi tysiąclecia.