Jak podaje dzisiejsza "Gazeta Wyborcza", wśród sygnatariuszy listu brytyjskich gwiazd estrady znaleźli się m.in. Pete Townshend, Jarvis Cocker i Neil Tennant. W Polsce głos zabrali m.in. malarz Wilhelm Sasnal i reżyserka Agnieszka Holland.
- Brak mi słów. (...) One są artystkami, ale nie bronię ich jako artystek, tylko jako obywateli, którym przysluguje wolność słowa. Oskarża się je o to, że bluźniły, one tego nie robiły, ale powiedziałbym mocniej: nawet bluźnierstwo jest prawem człowieka i nie powinno być karane przez sąd. Chcę dodać, że brak rozdziału Kościoła od państwa obserwuję także w Polsce. Przykładem proces Doroty Nieznalskiej czy dyskusje o in vitro i związkach partnerskich. Tylko, że w Rosji za Cerkwią stoi autorytarna wladza - mówi " Gazecie Wyborczej" Wilhelm Sasnal.
Z kolei Agnieszka Holland uważa, że "kiedy panuje zamordyzm, władza boi się wszystkiego". - Nie tylko przeciwników politycznych, ale także artystów, choć protestują w sposób, który władzy bezpośrednio nie zagraża. Apelowałabym do rosyjskich władz, by zachowywały się bardziej adekwatnie do sytuacji, bo to, co robią, je ośmiesza - tłumaczy dziennikowi znana reżyserka.
Tyle ludzie kultury. Ciekawe tylko, że żaden ze wspomnianych wrażliwców nawet słowem nie zająknął się o jeszcze jednej stronie medalu - obrażeniu uczuć milionów prawosławnych. O ile nie uśmiecha mi się przyklaskiwanie zamordyzmowi ex-KGB-isty, który pozuje obecnie na czołowego obrońcę chrześcijanstwa (taki wizerunek podkupiły nawet niektóre środowiska w Polsce), to nie ma co ukrywać, że dziewczyny z Pussy Riot obraziły nie tylko Putina i sprzyjającego mu duchownego, ale wszystkich ludzi dla których cerkiew jest miejscem modlitwy, a nie śpiewania wulgarnych kawałków i wyzywania patriarchy od "psów".
Ale, że nie jestem człowiekiem kultury, więc jako pospolity profan pewnie tego nie rozumiem. Zapewne to jakaś forma artystycznej eskpresji, ktorej istotę mogą pojąć jedynie ci, którzy dostąpili zetknięcia z Prawdą, oczywiście taką rodem z Czerskiej. Ciekaw tylko jestem, czy gdyby jakiś łysogłowy troglodyta wtargnął do cerkwi i zaśpiewał nazistowską piosenkę (ale przeciw władzy!), to też byłaby to forma "artystycznej ekspresji" i przyslugujące mu "prawo człowieka"? Śmiem wątpić.
Aleksander Majewski

