Według dziennikarza jedną z takich niewzruszalnych zasad jest godne zachowanie na cmentarzu. "Kolejny rok z rzędu objawia się grupa osób, którym ta przynajmniej norma jest całkowicie obca. Przedstawicieli władzy witają gwizdy i buczenie, mimo apeli gen. Ścibora-Rylskiego. Dalszy ciąg był łatwy do przewidzenia. Wolni Polacy w sieci już odkryli, że generał tak naprawdę zawsze wysługiwał się władzy, a teraz szczególnie się jej podlizuje. Przecież próbował uciszyć słuszne buczenie, apotem jeszcze mówił, że mu przykro, iż go nie posłuchano. Gdyby był prawdziwym patriotą, sam powinien buczeć. Niebuczenie właściwie też już jest podejrzane." - ironizuje Warzecha.
Publicysta "Rzeczpospolitej" podkreśla jednak, że nie oznacza to, że nie można przeciwko władzy protestować. Jego zdaniem niekiedy wręcz trzeba, kiedy taka władza jest zła, a okazji do wyrażenia niezadowolenia nie brakuje. "Obowiązkowe publiczne wystąpienia rządzących są i 3 maja, i 11 listopada. Z tym że nie odbywają się na cmentarzu lub w innym miejscu pamięci, a w tych rocznicach nie chodzi opoległych" - tłumaczy Warzecha, który podkreśla, że władza "ma psi obowiązek tam być". Zdaniem publicysty dopiero absencja najwyższych przedstawicieli państwa powinna być powodem do krytyki.
"Można by powiedzieć – wybryk garstki hałaśliwych, gdyby nie to, że część komentatorów próbuje tego buczenia bronić, twierdząc, że jest zasadne (przy okazji dając do ręki amunicję mediom niechętnym opozycji). Owszem – wszędzie indziej i w innym momencie – zapewne tak. Ale nie tam, nie wtedy. Nikt nikomu nie każe przedstawicieli władzy oklaskiwać. Wystarczy po prostu milczeć. Dla niektórych to najwyraźniej za wiele" - puentuje Warzecha.
AM

