Niedouczny Kalisz... "uczy" historii Kościoła
Ale według postkomunistycznego posła, „ta formuła małżeństwa, o której mówi się w art. 18”, miała zostać – o zgrozo! – wprowadzona przez Sobór Trydencki dopiero w XVI wieku.
Autor
Redakcja
Migrated legacy fallback author.
Artykułów: 230398
Ale według postkomunistycznego posła, „ta formuła małżeństwa, o której mówi się w art. 18”, miała zostać – o zgrozo! – wprowadzona przez Sobór Trydencki dopiero w XVI wieku.
Rząd ma więc dwa miesiące na przynajmniej przygotowanie rządowego projektu regulacji w sprawie zapłodnienia in vitro. Raczej nie wystarczy tu projekt programu zdrowotnego nie reguluje on bowiem kluczowych dla prawa kwestii statusu moralnego i prawnego ludzi na najwcześniejszym etapie ich rozwoju. A bez tego trudno mówić o jakichkolwiek całościowych uregulowaniach bioetycznych.
Z kard. Józefem Glempem rozmawia Milena Kindziuk, autorka biografii kardynała pt: Ostatni taki Prymas" (fragment).
Wybór przed jakim stali posłowie PO był bowiem niezwykle prosty. Mogli oni wybrać wierność Chrystusowi w Kościele bądź wierność Donaldowi Tuskowi i postępowej opinii publicznej. Tertium non datur. Ten pierwszy wybór prowadzi do zbawienia, ten druga, co najwyżej do szansy na mandat i cztery lata diet poselskich. I chyba tylko głupiec może zaryzykować zbawienie dla diet czy choćby pochwał od „Gazety Wyborczej”. I w tym sensie posłowie, którzy bronili rodziny już wygrali. A ci drudzy, cóż, zawsze mają szansę na nawrócenie, publiczną pokutę i powrót do Pana Boga.
Jak informuje tygodnik, 16 stycznia odbyło się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, które było poświęcone prezentacji "założeń reformy systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP".
Niestety, w sytuacji jaką mamy obecnie obaj musimy obejść się smakiem, bo pieniądze za które moglibyśmy napełnić swoje brzuchy przeżarł jakiś urzędniczy darmozjad będący jednym z elementów państwa opiekuńczego. Co tu zresztą dużo pisać, sam pomysł zmajstrowania takiego tworu jakim jest państwo opiekuńcze to nic więcej jak próba złapania ludzi za mordy. Próba, niestety, udana bo dziś już prawie nikt nie wyobraża sobie by człowiek musiał wziąć za siebie pełną odpowiedzialność i całkowicie zrezygnować z instytucjonalnej pomocy.
Jeszcze podczas emisji, produkcja była szeroko komentowana na Twitterze. Publicyści i komentatorzy polityczni nie zostawili na niej suchej nitki. "Myślałem, że trochę lepsi są w tym National Geographic, a to taki Smoleńsk dla opornych wyszedł. Detale leżą" - ocenił Piotr Witwicki z Polsat News.
Pełna zgoda, co do tego, że państwu nic do tego, co ludzie robią pod kołdrą. W zasadzie może się ono nie zajmować także tym, kto z kim mieszka, i kto komu gotuje. Seks tym bardziej nie wchodzi w zakres jego zainteresowania. I właśnie dlatego nie powinno się ono zajmować rejestrowaniem (pod żadną nazwą) związków partnerskich (konkubinatów, życia na kocią łapę), zwanych także związkami nieformalnymi. Jeśli bowiem ktoś chce żyć w związku nieformalnym, to niech tak robi. Państwo nie powinno się w to mieszać. Pomysł rejestrowania związków nieformalnych byłby dopiero realnym zaglądaniem pod kołdry i formalizowaniem związków nieformalnych.
Ruch Członkowie ruchu, należący do różnych kościołów, a niekiedy będący miłującymi sprawiedliwość ludźmi nie deklarującymi własnego wyznania, wzięli sobie za wspólny cel zwracanie uwagi opinii publicznej, na fakt iż Chrześcijaństwo jest nielegalne w 51 krajach i że często morduje i prześladuje się chrześcijan. „Chrześcijanie są brutalnie atakowani, gwałceni i mordowani właśnie za wiarę w Jezusa.” – zwracają uwagę. „To szokujące, że nikt nie mówi o prześladowaniach chrześcijan” - twierdzą. „Jest też szokujące, że nie czytamy o tym codziennie na pierwszych stronach gazet” – zadziwiają się. To są właśnie powody dla których ruch „Legalize Jesus” podejmuje działania w przestrzeni publicznej.
"Wolność! Równość! Związki partnerskie!" - skandowali przed Sejmem uczestnicy manifestacji poparcia dla idei związków partnerskich. "Chcieli pokazać, że nie zgadzają się z decyzją posłów, a temat ten jest ważny dla wielu ludzi. Wśród manifestujących były rodziny z dziećmi, ludzie młodzi i starsi" - pisze Łukasz Głombicki.
Zdaniem adwokata, który odkrył skandal, Enrique Villi, od końca wojny domowej, przez od czasów rządów gen. Francesco Franco aż do połowy lat osiemdziesiątych XX wieku, z hiszpańskich szpitali wykradziono około 300 tysięcy dzieci.
Warszawiacy oddają hołd Prymasowi Glempowi. Zobacz fotoreportaż
- Na pewno nie przegrał tu niczego pan premier. Przegrała demokracja i wolność, tolerancja i społeczeństwo obywatelskie - powiedział z kolei poseł PO Adam Szejnfeld, komentując piątkowe głosowania w Sejmie ws. związków partnerskich. Według Szejnfelda "życie uczy nas, że wolność wygrywa". - Ja jestem całkowicie przekonany, że prawa obywatelskie wszystkich obywateli wygrają. To jest tylko kwestia czasu. To jest tylko przegrana bitwa - tłumaczył Szejnfeld.
Jacek Karnowski, Michał Karnowski: Po 2005 roku wszyscy zaczęli walić w PiS jak w bęben. I tak jest do dzisiaj. Nie razi to pana?
Na pytanie Magdaleny Rigamonti czy Jaruzelski pamięta prymasa Glempa z lipca 1981 roku, generał odpowiada bez namysłu: "Tak, bo wówczas spotkaliśmy się i poznaliśmy. To było tuż po dość nagłym mianowaniu go prymasem Polski. Miałem oczywiście trochę informacji na jego temat. Jednak i tak jego wygląd, jego sposób mówienia i myślenia mnie zaskoczyły".