Na pytanie Magdaleny Rigamonti czy Jaruzelski pamięta prymasa Glempa z lipca 1981 roku, generał odpowiada bez namysłu: "Tak, bo wówczas spotkaliśmy się i poznaliśmy. To było tuż po dość nagłym mianowaniu go prymasem Polski. Miałem oczywiście trochę informacji na jego temat. Jednak i tak jego wygląd, jego sposób mówienia i myślenia mnie zaskoczyły".

 

Co było dla komunistycznego dyktatora zaskakujące? - Ujęło mnie to, że był człowiekiem bardzo skromnym, wyciszonym, a jednocześnie konkretnym, mającym swoje zdanie i broniącym tego zdania. Mogę śmiało powiedzieć, że nam się zawsze dobrze rozmawiało, również na tematy prywatne. Później wielokrotnie rozmawialiśmy o naszych rodzinach, o naszych przodkach. Z jego bratem Janem Glempem do dziś utrzymuję kontakty. Potem w następnych latach nie miałem z prymasem już tak częstych kontaktów. Jedynie w czasie oficjalnych spotkań, podczas wizyt papieża na przykład. Kiedy prymas zachorował, pojechałem go odwiedzić do szpitala. Mogę powiedzieć, że to lipcowe spotkanie w 1981 r. zapoczątkowało nasze nie tylko oficjalne relacje - tłumaczy Jaruzelski.

 

 

Generał odnosi się również do swoich kontaktów z prymasem Glempem. - Między prymasem Wyszyńskim a prymasem Glempem był ogromny kontrast. Prymas Wyszyński miał wielką charyzmę, a prymas Glemp był skromnym biskupem z Olsztyna, który dopiero co objął najwyższy urząd kościelny w Polsce - tłumaczy architekt stanu wojennego.

 

Więcej w nowym wydaniu tygodnika "Wprost"

 

AM