Wybór przed jakim stali posłowie PO był bowiem niezwykle prosty. Mogli oni wybrać wierność Chrystusowi w Kościele bądź wierność Donaldowi Tuskowi i postępowej opinii publicznej. Tertium non datur. Ten pierwszy wybór prowadzi do zbawienia, ten druga, co najwyżej do szansy na mandat i cztery lata diet poselskich. I chyba tylko głupiec może zaryzykować zbawienie dla diet czy choćby pochwał od „Gazety Wyborczej”. I w tym sensie posłowie, którzy bronili rodziny już wygrali. A ci drudzy, cóż, zawsze mają szansę na nawrócenie, publiczną pokutę i powrót do Pana Boga.
W naszych postawionych na głowie czasach może to nie być oczywiste, ale dla osób wierzących nie ulega to najmniejszych wątpliwości. Wierność Bogu, Kościołowi, rodzinie nawet jeśli na krótką metę skutkuje klęską (w tym przypadku wcale nie jest to oczywiste), to jest w istocie zyskiem w wymiarze nadprzyrodzonym.
Tomasz P. Terlikowski
